sobota, 31 grudnia 2016

05. Wisisz mi przysługę


-Będziemy za 5 minut- powiedziała Sus rozłączając się
Tak zgodziłam się na tą imprezę sama nie wiem czemu. Na pewno nie dlatego, że mi tego brakowało po prostu Sus potrafi być tak uparta. Założyłam czarne conversy, czarne jeansy, czarną koszulkę na ramiączce i granatową bluzę. Tak wiem to nie jest strój na imprezę prędzej na jakąś stypę. Sus podjechał pod domu i ledwo wsiadłam do jej samochodu i już zaczęły się komentarze na temat mojego stroju
-Milcz- powiedziałam groźnie
-No dobra ale mogłaś się lepiej ubrać tak to na pewno nikogo nie wyrwiesz-odpowiedziała Sus

Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Dom był ogromy ale co się dziwić jak mieszkają w nim popularne trojaczki z drużyny piłkarskiej. Wysiadłyśmy z samochodu i zaczęłyśmy iść w stronę domu. Sus witała się z każdym kogo minęła. Na wejściu powitała mnie grająca na max muzyka, która drażniła w tej chwili moje uszy, a pomieszany zapach alkoholu, potu i dymu z papierosów przyprawiał mnie o mdłości. Naszym celem miało być znalezienie Jai'a ale stało się inaczej
-Impreza!!!- krzyknęła Sus wbiegając w tłum ludzi i tyle co ją widziałam.
To zostałam sama i po co ja się w ogóle zgodziłam się na przyjście tutaj. Zaczęłam przeciskać się przez ludzi w znalezieniu jakiejś znajomej twarzy. Co ja wygaduje przecież ja tu nikogo nie znam wiadomo, że szukam alkoholu.
-Napijesz się- podskoczyłam wystraszona kiedy ktoś powiedział a raczej przekrzyczał muzykę. Był to przystojny brunet z grzywką postawioną do góry w prawą stronę. Kiwnęłam na tak, a on złapał mnie za rękę i wciągnął do jakichś drzwi. Była to kuchnia z litrami alkoholu. Podeszłam do wysepki kuchennej i już trzymałam czerwony kubek, który wepchnął mi w ręce
Upił łyk- Nazywam się Justin- wystawił rząd białych zębów
-Zoey- odwzajemniłam uśmiech
-Mieszkasz tu od dawna i widzę cię dopiero pierwszy raz czy nie dawno się wprowadziłaś
-Dopiero się wprowadziłam
-Miło widzieć nową twarz w okolicy na pewno...- przerwał nam głośny jęk. Zgaduje, że z kantorka. Zaraz po tym wyszła jakaś blondyna a po niej nie wierze tylko nie on
-O proszę kogo my tu mamy- powiedział Braun poprawiając spodnie i idąc w naszą stronę
-Braun daj jej spokój. Dopiero do nas przyjechała jest nowa
-Nowa mówisz-wsadził kosmyk moich włosów za ucho-Biber zostaw nas samych na chwilę mamy coś do obgadania
-Zobaczyłem ją pierwszy a więc masz chwilę. Spróbuj ją tknąć.- pogroził Braun'owi.- Nie martw się kotku zaraz przyjdę- posłał mi ciepły uśmiech i puściło oczko po czym wyszedł. Dlaczego w takiej chwili jak ta nikomu nie brakuje alkoholu.
-A więc teraz mieszkasz w tym miasteczku. Co za zbieg okoliczności, że się spotkaliśmy nie sądzisz- uśmiechnął się cwaniacko-Odeszłaś bez słowa, a teraz gdy się spotykamy to milczysz. Przecież zawsze miałaś tyle do powiedzenia. Zoey martwiłem się o ciebie, zmieniłaś się- zrobił zmartwioną minę a za chwilę zaśmiał swoim donośnym głosem
-Po prostu zmądrzałam co do niektórych,
-Auć zabolało- podszedł do mnie bliżej-Nie przywitasz mnie nawet należycie wiesz, że Rick nie lubiał jak mnie źle traktowałaś- nachylił się aby mnie pocałować ale moja ręką zetknęła się z jego prawym policzkiem zostawiając tam czerwony ślad. Zamierzałam wyjść z kuchni ale zdążył mnie do siebie przyciągnąć
-Jeszcze nie skończyłem
-Ale ja skończyłam. Puść mnie
-Zapamiętaj sobie na zawsze zemną się nie zadziera-
-Ze mną też nie- wysyczałam i wyrwałam się z jego uścisku. Wyszłam szybko z kuchni pisząc wiadomość do Thomasa:

Do Thomasa: Hey proszę zadzwoń to pilne !!!!

Zaczęłam przeciskać się przez spocony tłum w stronę wyjścia kiedy poczułam czyjąś rękę na moim łokciu ciągnącą mnie w zupełnie innym kierunku niż zamierzałam
-Gdzie ty idziesz impreza w tamtą stronę!!!- to była Sus kompletnie zalana podziwiam ją, że jeszcze trzyma się na nogach. Bujała się na każdą stronę, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
-Muszę na chwilę wyjść- odkrzyknęłam w jej stronę i ruszyłam znowu w kierunku drzwi. Niestety nie było mi dane  stąd wyjść bez spotkania kogokolwiek. Wpadłam tym razem na Justina
-Wow wow spokojnie. Nie było cię w kuchni- wiercił we mnie dziurę swoim spojrzeniem
-Przepraszam szukałam przyjaciółki
-Myślałem, że Braun coś ci zrobił
-Nie wszystko w porządku ale to jakoś pijak skąd ty go w ogóle znasz, nie zadawaj się z takimi ludźmi- powiedziałam chcąc skończyć tą rozmowę i wyminąć go. Złapał mnie za rękę i nie pozwolił odejść.
-A teraz gdzie idzi...- przerwał mu prawie słyszalny dźwięk mojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się Thomas musiałam odebrać. Spojrzałam na Justina przepraszająco
-Przepraszam muszę odebrać to ważne. Zaraz wrócę- powiedziałam a raczej skłamałam. Nie zamierzałam więcej tu wracać a tym bardziej do niego. Jest uroczy i w ogóle ale na pewno chodzi mu tylko o  wykorzystanie mnie. A poza tym zna się z Braunem co nie wróży nic dobrego. Odpowiedział mi tylko uśmiechem i puścił mnie.

O twarz uderzał mi chłód zimnego powietrza. Ale co się dziwić jest wrzesień a wieczory będą coraz chłodniejsze. Poszłam za dom w jak najdalsze i najcichsze miejsce i oddzwoniłam do Thomasa. Zaraz po pierwszym sygnale odebrał:

Rozmowa telefoniczna:
Thomas: Zoey co się stało??- krzyknął w słuchawkę
Zoey: Posłuchaj mnie spotkałam Brauna. Jak to możliwe?
Thoams: Co kurwa jak to?? Gdzie go spotkałaś?- był zdenerwowany
Zoey: Pamiętasz opowiadałam ci o tej dziewczynie, którą poznałam poszłam z nią na imprezę do jej kolegi i spotkałam go tu
Thomas: Zoey obiecałaś mi coś-powiedział poważnie
Zoey: Tak wiem dlatego nic głupiego nie zrobiłam po prostu przyszłam z nią i tyle a z ką on się tu wziął to nie wiem
Thomas: Dziwne miał być w Irlandii dopiero za dwa dni- powiedział w słuchawkę to tak jakby właśnie przeprowadzał monolog z własnymi myślami
Zoey: Wiedziałeś. Wiedziałeś i mi nic nie powiedziałeś- teraz to ja krzyczałam
Thomas; Stwierdziłem, że nie powinnaś o tym wiedzieć i się przejmować. Zresztą szanse na to że go spotkasz były marne
Zoey: A jednak spotkałam Thomas teraz wie gdzie jestem
Thomas: Nie martw daj mi trochę czasu tak jak obiecałem wszystko załatwię. Po prostu wracaj już do domu. Odezwę się za kilka dni- powiedział i rozłączył się

-Uważaj na siebie- powiedziałam już tylko do telefonu, a może sama do siebie- Boże dziewczyno weź się w garść- krzyknęłam.
Muszę natychmiast wrócić do domu nie zostanę tu minuty dłużej. Nie mam pieniędzy na TAXI, Susan jest zalana, a telefon w każdej chwili może mi paść.

Ostatnie procenty baterii wykorzystałam na mapę. Włączyłam GPS i zaczęłam iść zgodnie ze wskazówkami. Było ciemno, zimno, nie znałam okolicy a do tego rozrywek na dziś mi nie brakowało.
Szłam już dobre 30 minut w końcu wyszłam na normalną drogę gdzie nie ma lasu. Na ulicy było pusto ani jednej duszy. Skręciłam w ciemną uliczkę i na tym skończyła się moja przygoda z GPS'em. Od teraz musiałam sobie sama poradzić. Szłam dalej czego pożałowałam ten skręt prowadził do ślepego zaułku. Usłyszałam męskie głosy i wystrzał z pistoletu. Przerażona skryłam się za śmietnikiem. Powinnam zacząć biec przed siebie. Uciec stąd jak najszybciej. Ale nie czułam pod sobą nóg. A myślałam, że to Londyn jest niebezpieczny. Nie powinnam ale skoro i tak już jestem w niebezpieczeństwie zaczęłam przyglądać się całej sytuacji i modlić do Boga aby mnie nie zauważyli. Wątpię żeby mnie wysłuchał skoro jestem nie wierząca ale zawsze warto spróbować. Na końcu uliczki ledwo świeciła latarnia która oświetlała trzy męskie postacie odwrócone do mnie tyłem, a czwarty mężczyzna siedział opary o mur i trzymał się nogę.
-Słyszałeś co do ciebie powiedziałem jebana kurwo- krzyknął wysoki i umięśniony chłopak ubrany w obcisłą skórzaną kurtkę stał na przeciwko niego. Złapał go za szyję i zaczął podnosić w górę- Odpowiadaj jak do ciebie mówię- skierował pięść w jego kierunku i zadał mu dwa porządne ciosy w brzuch
-Ro...rozum...rozumiem- ledwo wyjąkał kiedy go puścił. Ten tylko zjechał po ścianie i skulił się z bólu
-Jutro o dziesiątej masz się pojawić wiesz gdzie i masz mieć ze sobą pieniądze bo jak nie to ta kulka tym razem zamiast w nogę trafi w twoją głowę- dodał i kiwnął głową. Jego dwóch wspólników na znak zaczęło go kopać gdzie popadnie zapewniając mu kolejny ból i siniaki- Zwijamy się- powiedział kiedy zadali mu dość bólu i zaczęli kierować się do czarnego auta zaparkowanego parę metrów dalej.
Kiedy odwrócili się idąc do auta i rozglądając czy ktoś czasem nie widział całego zdarzenia serce podeszło mi do gardła. Dwoma wspólnikami tego rąbniętego kolesia byli Zayn i Niall.Fajne mają hobby są z drużyny piłkarskiej, a urywają się z imprez aby bić, zastraszać i łamać kości ludziom. Mieszkam z bandytą i jednocześnie dziwką pod jednym dachem. Lepiej trafić nie mogłam
-Horan wydawało mi się, że tam ktoś był sprawdź to- powiedział ich ,,szef''. Zayn razem z nim odjechali a Niall sobie gdzieś poszedł. Odczekałam 10 minut w ciszy i bez szelestu. Kiedy byłam pewna, że nikogo nie ma odetchnęłam z ulgą.

-Buu!!!- poczułam czyjś oddech na mojej szyi i głos za mną. Przerażona odskoczyłam na bok o mało nie wpadając do śmietnika. Trzymałam się ściany i wpatrywałam się z przerażeniem w oczach w  postać stojącą przede mną dokładnie w Nialla stojącego przed mną.
-Nie przesadzaj nie wyglądam tak strasznie- zaśmiał się- I co ja mam z tobą teraz zrobić- udawał, że się zastanawia
-Jest już późno muszę iść do domu- wydukałam. Chciałam go wyminąć i biec przed siebie ale złapał mnie i rzucił na ścianę. Jęknęłam cicho z bólu. Podszedł do mnie nie bezpiecznie blisko i złapał mój podbródek.
-Nie wiem czy wiesz ale niegrzeczne dziewczynki się karze. Ty natomiast ostatnio jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką i co ja z tobą zrobię- powiedział zmuszając mnie patrzeć prosto w jego błękitne oczy i głupio się uśmiechając. Bawiło go to mi natomiast nie było do śmiechu- Myślę, że Zayn nie był by zadowolony gdyby się dowiedział co widziałaś- pokręcił głową
-Po prostu mu nie mów- szepnęłam
-Widziałaś coś czego nie powinien widzieć nikt , miałbym kłamać i robić kolejny raz coś dla ciebie oj będziesz mi wisieć ogromną przysługę a nawet kilka- oblizał wargę
-Nikomu nie powiem nie mam zamiaru mieszać się w wasze brudne sprawy- odepchnęłam go od siebie tak, że stał tylko krok odemnie w końcu zaczęłam racjonalnie myśleć
-Pomyłka kochanie już się w nie wmieszałaś- podszedł znowu do mnie.Przełknęłam głośno ślinę- Nic nie powiem- odgarnął mi grzywkę- ale jak będę w potrzebie musisz się odwdzięczyć- powiedział i złączył nasze usta. Naparł na mnie swoim ciałem i zaczął poruszać swoimi wargami. Nie oddawałam pocałunku starałam się go odepchnąć ale nie miałam tyle siły.
-Do zobaczenia maleńka- powiedział kiedy skończył i odszedł.

Pov Niall

Od samego początku wiedziałem, że ktoś nas obserwuje. Kiedy zauważyłem postać Zoey kryjącą się za śmietnikiem postanowiłem nie mówić o tym Zayn'owi i szefowi. Mam w planach się nią trochę zabawić. Postanowiłem zacząć z nią zabawę i kiedy czuła, że może bezpiecznie odejść podszedłem do niej po cichu od tyłu i przestraszyłem ją. Wyglądała zabawnie. Następnie podroczyłem się z nią i zrobiłem coś czego nie powinienem. Jej oczy wierciły dziurę w moich. Wyglądała tak niewinnie do tego drżała z zimna i ze strachu.Jej usta również drżały i były sine. Kiedy je oblizała automatycznie wbiłem się w nie i zacząłem nachalnie całować. Ździwiłem się, że nie oddała tego pocałunku. Każda laska miała by już mokro. Może gdyby to była inna sytuacja rzuciłaby się na mnie.

Pov Zoey

Stałam przez chwilę jeszcze w osłupieniu i czekałam aż rzeczywistość się odezwie. Wyszłam jeszcze zszokowana tym do czego przed chwilą doszło na główną ulicę. I zaczęłam iść w stronę domu.
Wbiegłam do domu zamykając drzwi z hukiem i przekręcają je na wszystkie zamki. Następnie ruszyłam do swojego pokoju przestraszona nie chcąc trafić za Zayn'a obalając się na schodach i obdzierają rękę. Zamknęłam za sobą drzwi z pokoju i siadłam pod nimi analizując jeszcze raz wszystko dokładnie- Mieszkam z mordercą pod jednym dachem. Nie będę mogła spojrzeć na niego ani odezwać. Ale przecież on nikogo nie zabił. Przecież nie widziałam czy kogoś zabija. Wiem, że Zayn wygląda na niebezpiecznego ale nie może być taki, nie jest taki. Na pewno coś mi się przewidziało i zobaczyłam innego chłopaka. Był tam też Niall wspominał o Zaynie to wszystko prawda.-miałam tyle myśli w głowie. Tyle się dzisiaj wydarzyło że muszę dać upust emocjom i odetchnąć trochę. Muszę się zrelaksować i zapomnieć, a przynajmniej postarać się zapomnieć.
Zakluczowałam się w łazięce. Ściągnęłam z siebie ubrania i stojąc w samej bieliźnie zaczęłam się przyglądać swojemu ohydnemu odbiciu w lustrze. Wyglądałam tak strasznie do tego od kąd tu przyjechałam wydaje mi się, że zgrubłam. W jednej chwili miałam ochotę uklęknąć na kafelkach i przymusowo zwymiotować. Nie!!! Obiecałam sobie a w szczególności Thomasowi, że już nigdy więcej tego nie zrobię. Wyciągnęłam szklaną wagę z pod szafki i stanęłam na niej. Waga pokazała 50 kg. Szybko z niej zeskoczyłam miałam wrażenie, że zaraz pęknie podemną. Teraz w mojej głowie chodziły głosy które mówiły mi: jesteś taka gruba, aż pięćdziesiąt kilogramów. Ściągnęłam bieliznę i wskoczyłam pod prysznic odkręcając zimną wodę aby się otrząsnąć. Krople wody spływały po moim ciele delikatnie je muskając i mauskająć. Po 15 minutowym prysznicu wyszłam z pod niego z uczuciem, że czegoś nie wzięłam. Zaczęłam wycierać moje mokre ciało z zamiarem ubrania się. Niestety moja intuicja się nie myliła nie wzięłam z pokoju piżamy z tego pośpiechu. Zwinęłam włosy ręcznikiem robiąc tak zwany turban na głowie,  a drugim owinęłam swoje ciało. Wyszłam z łazienki kierując się do swojego pokoju. Akurat mój okropny los tak chciał, że Zayn z Niall'em weszli do domu i zaczęli wchodzić na górę. Wszystko działo się tak szybko zanim zrobiłam dwa kroki oni byli już na górze. Zdrętwiałam kiedy ich zobaczyłam, nie widziałam co mam zrobić. Staliśmy na przeciwko siebie -Co jeżeli Niall mu powiedział? Nie przecież powiedział, że będzie milczał- toczyłam monolog z własnymi myślami.Otrzeźwiałam kiedy zobaczyłam, że oby dwoje lustrują mnie wzrokiem od góry do dołu. Na twarzy Niall'a wkradł się uśmieszek. Nie chciałam nawet myśleć oczym myśli
-Radziłbym ci tak nie paradować po domu. Przecież nikt by nie chciał aby coś ci się stało- powiedział  Zayn wymijają mnie. Na 100% mu powiedział, chyba że po prostu robił sobie żarty. Ale był zbyt poważny. Szybko poszłam po piżamę i wróciłam do łazienki, że by jak najszybciej się ubrać i znaleźć w swoim łóżku. Wysuszyłam jeszcze włosy i byłam gotowa do snu, z którego i tak nic nie będzie po dzisiejszych wydarzeniach. Ciągle miałam przed oczami sytuacje z Braun'em, Justin'em, Niall'em i Zayn'em.
Wierciłam się nie spokojnie w łóżku. Wydarzenia z dzisiaj, dobiegające śmiechy za ściany i światło księżyca bijące na moją twarz nie dawały mi zasnąć. Wstałam z łóżka i energicznym ruchem ręki zasunęłam zasłony okna. Miałam już wskoczyć pod kordłe i próbować znowu zasnąć ale moje drzwi zaskrzypiały. Co jeżeli któryś z zaproszonych przez Zayn'a kolegów chce mi coś zrobić po pijaku. Stąpałam lekko po podłodze aby po cichu podejść do drzwi i szybko je zamknąć ale nagle otworzyły się na roścież a w nich stał Niall.
-Co  robisz ? Nie śpisz jeszcze- zapytał jakby go to obchodziło i wszedł mi do pokoju
-Przeszkadzacie mi? Czego chcesz i po co tu wlazłeś?- zapytałam dość poirytowana jego zachowaniem
-Nic chciałem sprawdzić czy już śpisz a tak w ogóle dobrze wyglądasz w tej piżamce- uśmiechnął się tym swoim głupim uśmiechem. Czułam się dziwnie widział mnie już w samym ręczniku, a teraz mam na sobie krótkie spodenki i koszulkę na ramiączce. Szybkim ruchem złapałam do ręki koc i okryłam się nim
--Jeżeli dzisiejsze wydarzenie nie pozwala ci zasnąć możesz o wszystkim zapomnieć i nie martw się nie powiedziałem mu nic. Mamy umowę- podniósł prawą brew do góry w geście zapytania i podszedł do mnie
-Taa..- bąknęłam na wspomnienie wyświadczenia mu przysługi, a raczej kilku.
-Nie podoba mi się to jak się zachowujesz. Mogłabyś być milsza i ładniej się odzywać
-A kim ty jesteś do kurwy żeby mnie pouczać- teraz to normalnie wybuchnęłam
Przyłożył mi rękę do ust abym przestała krzyczeć i szepnął -Twoim największym koszmarem- następnie pocałował mnie w czoło- Dobranoc kochanie- powiedział i wyszedł

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć kochani czytelnicy. Jak jeszcze jakichś tu mam ?, Po długiej przerwie wracam do was z tym rozdziałem. Mam nadzieję, że wam się spodoba tak jak poprzednie. Zaczynam reguralnie pisać. Jeżeli blog wam się podoba, chcecie więcej piszcie w komentarzu i dawajcie o sobie znać :***
Tak przy okazji Szczęśliwego Nowego Roku 2017 samych sukcesów wam życzę.

niedziela, 18 września 2016

04. ,,Nareszcie Piątek, Piąteczek, Piątunio''

,,Din Don" ,,Din Don" ,,Din Don"

Rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Zerwałam się na równe nogi z okropnym bólem karku. Zasnęłam na kanapie z rozsypanymi chipsami do okoła. Leniwie powlekłam się do drzwi złapałam za klamkę a tu:
-Nareszcie Piątek, Piąteczek, Piątunio- drącą się Susan z bananem na twarzy. Aż podskoczyłam z przerażenia.
-Co ty tutaj robisz?- byłam zdezorientowana, skąd ona w ogóle wie gdzie mieszkam
-No tak miałam jechać autobusem, ale się spóźniłam jakieś dziesięć minut więc muszę iść na piechotę a to, że byłaś prawie, że po drodze to wpadłam sprawdzić czy nie wyszłaś już do szkoły- gestykulowała
-Ale ....- nie zdążyłam zadać pytania bo już mi na nie odpowiedziała
- Skąd wiedziałam gdzie mieszkasz? Wczoraj w gabinecie dyra była wyciągnięta pierwsza strona twojej dokumentacji z twoimi danymi musiałam żucić oczkiem i sprawdzić gdzie mieszkasz perfidna OSZSTKO!!- mówiła wchodząc do środka i wykrzykując ostatnie słowo
-Oszutsko?- znów byłam zdezorientowana. Sus zaczęła się śmiać i iść w kierunku kuchni.
-Żartowałam na żartach się nie znasz- siadła przy blacie- Ale mogłaś mi powiedzieć, że jesteś siostrą Amber i Zayn'a i w dzieciństwie was rozdzielono, choć nie wyglądasz i nie pasujesz mi do nich.
-To nie jest moje rodzeństwo i nigdy nie będzie- tym razem to ja krzyknęłam zdenerwowana, a Sus podskoczyła na krześle - Przepraszam- zaraz dodałam - Nie chcę żeby kto kolwiek tak myślał a tym bardziej mówił. Nie mam z nimi żadnego pokrewieństwa. Po prostu moja matka i ich ojciec no wiesz jakoś tak .....- usiadłam obok niej
- Spokojnie rozumiem. Ale nie wiem jak to wytłumaczysz całej szkole- poklepała mnie- Byłam tu parę razy gościem na domówkach czy takich prywatkach ale teraz chyba będę częściej to wpadać- obdarowała mnie promiennym uśmiechem- A ty tak do szkoły się nie wybierasz- Spojrzałam szybko na zegarek piekarnika była 7:55. Szybko wstałam z krzesła i pobiegłam na górę.
- Nie śpiesz się możemy zrobić sobie dziś wolne- Sus krzyknęła z dołu
-Nie zapomnij !!! Pójdę na drugą lekcje, a ty leć może jeszcze  zdążysz nie chce  żebyś miała przeze mnie nieobecność- odkrzyknęłam jej biegnąc do łazienki z ubraniami
- Zaczekam, jak już wspominałam nie śpiesz się
Nie odpowiedziałam jej tym razem. Umyłam szybko twarz i zęby. Założyłam czarne legginsy i szarą bluzę z adidasa. Zrobiłam lekki makijaż prawie, że nie widoczny i rozpuściłam włosy przeczesując szczotką. Nie miałam czasu na nie. Poszłam po plecak i zeszłam do Sus, która się czymś obżerała.
- Jestem gotowa możemy iść powiedziałam kierując się do przedpokoju
Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i właśnie teraz do mnie dotarło dlaczego w domu było tak cicho. Matka z tym Williamem pojechali na te parę dni. Nawet się zemną nie pożegnała. Amber i Zayn poszli do szkoły. Ale dlaczego nikt mnie nie obudził byłam na widoku.
Szłyśmy z Sus jakieś 15 minut do szkoły rozmawiając o różnych duperelach i śmiejąc się z byle czego. W szkole przywitał nas Jai i od razu zaczęły się pytania o opuszczenie pierwszej lekcji i to jeszcze bez niego. Próbował udawać oburzonego ale mu to nie wychodziło.
Lekcje strasznie nam się dłużyły do tego nauczyciele na każdej lekcji przesadzali Sus jak najdalej ode mnie i Jai'a bo ciągle miała coś do powiedzenia i nas zaczepiała. Wyglądało to komicznie kiedy później sprzeczała się z nauczycielami.
W końcu nadeszła długa przerwa i pora lunchu. Siedliśmy do stolika który będzie nam przypisany do końca roku. Kto go nam przypisał? Otóż nikt. Kto pierwszy ten lepszy.
-Haj mała nie wzięłaś nic do jedzenia- spytał Jai wpychając makaron do buzi
-Eee ino nie mała- próbowałam zgrywać twardziela- Nie nie mam ochoty na nic do jedzenia
-Jesteś pewna masz zamiar cały dzień nie jeść- teraz zaczęła Sus
-Nie zjem potem jabłko i obiad w domu no i kolacje- czułam się źle kiedy zagadywali mnie tak, A do tego ta wczorajsza uwaga matki, to że jestem w nowym miejscu to nie znaczy że mam tyć. Zaczęłam się wiercić niespokojnie na siedzeniu z nadzieją, że zmienią zaraz temat.
-Dziewczęta słyszałyście, że w tym roku będzie nowy nauczyciel od WDŻ, a zajęcia będą mieszane rocznikowo po to by bardziej otworzyć się na świat i nie krępować
-Wow to nas zaskoczyli- udałam ucieszoną i podniosłam ręce w górę
- Ciekawe jaki jest ten nauczyciel? Musi być przystojny- rozmażyła się Sus
-I tak się z tobą nie prześpi- wystawił jej język, a mi się zrobiło nie dobrze wyobrażając sobie 18 latkę i 40 latka w łóżku
-A to dlaczego?- oburzyła się
-Bo zakładam, że będzie gejem albo żonaty- i tak zaczęła się ich kłótnia. Ja automatycznie się wyłączyłam i zaczęłam rozglądać się po stołówce. W poszukiwaniu czegoś godnego mojej uwagi. Mój wzrok zatrzymał się na końcu jadalni, Gdzie pod ścianą stał Zayn z tym chłopakiem co był u nas na obiedzie. Nie wyglądali jak by o czymś rozmawiali raczej kłócili się. W jednej chwili Zayn odwrócił wzrok w moją stronę a ja z przerażenia schyliłam się pod stół udając, że podnoszę coś z podłogi.
-A ty na co stawiasz...-wyrwał mnie głos Susan, a po chwili dodała- O nie po co oni tu idą
Kiedy to usłyszałam z przerażenia podniosłam się uderzając głową o spód stołu. Syknęłam tylko z bólu. Całe szczęście w naszym kierunku szło dwóch wysokich brunetów jeden miał burze loków na głowie, a drugi niebieskie pasemko z przodu głowy. Aż mi ulżyło
-Witamy. Witamy- powiedzieli równocześnie dosiadając się do nas i przez chwilę zwracając większą uwagę na mojej osobie, loczek wypalił- Ooo to jest nasz news szkoły siostrzyczka Zayn'a i Amber- wyszczerzył głupio zęby a ja spuściłam wzrok na tacę przede mną.
-Dobra, dobra a teraz do rzeczy Harry, czego chcecie- poważny ton Sus rozbrzmiał. A więc chłopak o kocich oczach i zabójczych lokach nazywa się Harry. To znaczy, że jego pełne imię brzmi Harold. Uśmiechnęłam się w duchu a raczej dusiłam uśmiech. Gdyby ich tu nie było wybuchnęłabym śmiechem.
-Robię domówkę jutro. Więc jesteście zaproszeni-mrugnął do Susan chłopak z niebieskim pasemkiem- No i ta dziewczyna co z wami siedzi- za chrząknął spoglądając na mnie
-Beau daruj sobie- Sus rzuciła w niego kartonikiem po soczku
-Mam nadzieję, że zgłosisz się na cheerleaderkę rzucił na odchodne- w stronę Sus posyłając jej słodki uśmiech. Zaraz po tym posłałam im pytające spojrzenie?
-Nie przejmuj się nimi należą tylko do klubu piłkarskiego i są z tej elity ale trzymaj się lepiej z dala od paru osób z ich paczki- złapał mnie za ramię Jai.
-A do tego Beau to brat Jai'a- dodała Sus. Co było dziwne bo w ogóle nie byli do siebie podobni
- Sus idziesz na cheerleaderkę- zaśmiałam się pod nosem
-Nie zapomnij!!- wybuchnęła- nie mam ochoty przechodzić tej ich całej zboczonej rekrutacji cheerleaderki
-Przecież tak fajnie wywijałaś tyłeczkiem na meczach w poprzednim roku- dołączył do mnie Jai

Naszą rozmowę przerwał nieszczęsny dzwonek na na lekcje. Life is Brutal !!!!
Reszta dnia minęła nam tak jak zawsze w szkole. Lekcje na których trzeba siedzieć cicho żeby pojąć cały materiał i mieć dobre oceny co jest w tym roku ode mnie wymagane, potem przerwy mijające strasznie szybko na wygłupach Jai'a. No i w końcu koniec zajęć.
Wracałyśmy z Sus na piechotę. Lepiej bo można się przewietrzyć, trochę schudnąć no i jeszcze przegadać ten czas.
-To co idziemy na tą Imprezę- Sus zagadała do mnie i Beau'a
-Nie nie lubię takich rzeczy. Nigdy mnie nie ciągnęło w tym kierunku- oczywiście skłamałam
-Nie gadaj!!! Nie byłaś nigdy na żadnej imprezie- krzyknęła z szokiem w oczach przez co wyglądała zabawnie
-Nie nie powiedziałam, że nie byłam po prostu nie kręcą mnie takie rzeczy- powiedziałam popychając ją lekko
-Czyli idziesz- znów spytała
-Nie chodź byś nie wiem jak mnie błagała nie pójdę- uprzedziłam ją
-Spokojnie mam jeszcze czas do jutra do 19:00
No i całą drogę słyszałam od Sus ,,Proszę,Proszę,Proszę", a ona ode mnie dostawała krótkie odpowiedzi ,,Nie". Pod sklepem rozeszły się nasze drogi.
Na wejściu do domu z salonu przywitały mnie śmiechy i ten piszczący głos Libby. Siedziały tam wszystkie koleżanki Amber i cała drużyna razem z Harrym i Beau, których dziś poznałam. Przeszłam szybko przez przedpokój i biegiem po schodach do siebie. Przebrałam się w rzeczy po domu, następnie wypakowałam plecak i wyłożyłam zadania domowe. Postanowiłam zejść na dół i coś lekkiego przekąsić bo burczało mi w brzuchu. Mamy nie było w domu więc musiałam sama zrobić sobie coś na obiad. Zeszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki.
-Kurwa- powiedziałam do siebie widząc pustki w lodówce. Zaraz zaraz. Zauważyłam w tym plus nie zjedzona kolacja to mniej kilogramów. Mogłabym tak częściej zostawać sama w domu.
-Grzeczne dziewczynki nie powinny używać takiego słownictwa- odwróciłam się szybko słysząc głos za sobą. Był to ten chłopak, który siedział u nas ostatnio na obiedzie.
-Nie pouczaj mnie i pilnuj swojego nosa- burknęłam chcąc go wyminąć, ale złapał mnie za nadgarstek i pociągnął na lodówkę
-Kochanie jesteś bardzo niegrzeczna i powinnaś przeprosić póki mam dobry humor- cwaniacko się uśmiechał i odgarnął mi grzywkę za ucho
-Jebany zbok.- odepchnęłam go całą siłą jaka się we mnie się nagromadziła ze złości. Po czym przywaliłam mu mocnego plaskacza w prawy policzek. Widziałam tylko że się za niego łapie. Wleciałam na górę jak opętana przekręcając za sobą drzwi na klucz, Usiadłam na łóżku będąc dalej w otępieniu. Jak oni mogą wpuszczać kogoś takiego do domu. Sięgnęłam po telefon, który cały czas wibrował od przychodzących SMS. Dalej będąc w szoku wydarzeniem z przed ostatniej chwili. Nagle zadzwonił mi w ręce. Tak się wystraszyłam, ze wypadł mi z niej. Chciałam go złapać ale obaliłam się przez łóżko, a telefon przy upadzie odebrał połączenie
-O KURWA!!- wydarłam się wstając z podłogi. Modliłam się oby się nie rozbił bo był dopiero nowy
-Halo Halo Zoey- usłyszałam krzyczącego Thomasa w słuchawce
-Tak, Tak- szybko odpowiedziałam
-Co się stało- teraz był wystraszony.
-Nic po prostu telefon mi wypadł
-Głupku przestraszyłaś mnie. Wiesz jak się o ciebie martwię
-Tak wiem. Przepraszam
-Dobra, dobra nie przepraszaj tylko opowiadaj co tam słychać
I tak zaczęła się nasza 2-godzinna rozmowa przez telefon. Rozmawialibyśmy dłużej gdyby nie to, że Thomo miał się z kimś spotkać i o dziwo nie chciał mi powiedzieć z kim. Czułam się dziwnie jak by już od tego momentu zaczynaliśmy mieć przed sobą tajemnice i od siebie oddalali. Te 2-godziny to dla mnie za mało chciałabym z nim spędzić cały dzień tak jak kiedyś gdybym tylko mogła.
Dochodziła dwunasta w nocy. Wyszłam sprawdzić na schody czy jeszcze siedzą na dole ale dobiegła mnie tylko głośna muzyka z pokoju Zayn'a. Złapałam za portfel i klucze. Założyłam na trampki i zarzuciłam kurtkę. Spokojnie dam radę przejść te 10 minut do sklepu, nic nie jadłam cały dzień. Było naprawdę ciemno. Co chwilę się odwracałam i patrzyłam czy ktoś zamną nie idzie. Do tego lekki wiatr poruszał tymi wszystkimi krzakami, że w głowie miałam tylko jeden scenariusz. Zaraz ktoś z nich wyskoczy i mnie tam wciągnie. W końcu po tych dziesięciu minutach udręki dotarłam bezpiecznie do sklepu. Pod którym nie zależnie od pory dnia siedzieli pijacy. Szybko obeszłam sklep i skierowałam się prosto do kasy. Jak na złość w kasie za mną pojawił się ten bezczelny blondyn, którego spoliczkowałabym jeszcze raz.
-Dobry wieczór. Co dla ciebie- spytała kasjerka
-Dobry wieczór. Poproszę paczkę papierosów chesterfield czerwonych
-A dowodzik jest- i tu mnie ma, zaczęłam udawać, że szukam po kapsach
-Niestety zapomniałam z domu
-Kochaniutka przyjdź jak będziesz pełnoletnia- powiedziała zwycięsko
-W zasadzie to ja płace niech będą te papierosy i jeszcze paczka prezerwatyw- wtrącił się blondyn, mrugając do kasjerki.Wyszłam przed sklep, a on zaraz za mną
-Proszę. to był jedyny i ostatni raz bo niszczysz sobie tym zdrowie kochanie- wyszczerzył rząd białych zębów, a ja wyrwałam mu je z ręki
-To nie do mnie- skłamałam- I wsłuchaj się w te słowa tylko jedyny i ostani raz zboku ,,dziękuje"-powiedziałam i odeszłam.

Szłam nie zważając na nic po prostu byłam wkurzona jego aroganckim i be szczelnym zachowaniem.
-Hej laseczko czekaj- usłyszałam krzyk w moim kierunku. Zanim się rozejrzałam dwóch podpitych gości stało przy mnie
-Gdzie się tak śpieszysz- powiedział do mnie grubas, wyciągając ręce w moją stronę
-Nie twój jebany interes- odsunęłam się w tył- a teraz zejdź mi z drogi bo twoje grube cielsko wszystko zastawia- i właśnie po wypowiedzeniu tych słów na głos zdałam sobie sprawę, że mam przerąbane.
-Oj teraz to cię wychowamy- powiedział ten drugi z cwaniackim uśmiechem, a z jego oczu mogłam wyczytać, że ma brudne myśli. Odwróciłam się na pięcie i miałam już biec ale dobiłam do czyjegoś torsu i upadłabym ale silne ręce tej samej osoby mocno mnie złapały i przyciągał do siebie. Byłam przestraszona i mocno zacisnęłam powieki nie zamierzając otwierać oczu.
-Wynoście się stąd albo wam pomogę- rozbrzmiał donośny głos, który już zakąś znałam

Pov's Niall

Wypaliłem na spokojnie fajkę pod sklepem i ruszyłem pod adres ostatnio poznanej dziewczyny. Byłem umówiony na pieprzenie się z nią.  Jak zwykle gruby z swoim kumplem zaczepili jakąś dziewczynę. Przeszedłbym obojętnie ale rozpoznałem głos tej dziewczyny z domu Zayn'a. Podszedłem do nich. Miała już uciekać ale kiedy się odwróciła dobiła do mnie prawie się obalając. Złapałem ją w tali i przyciągnąłem do siebie. Zamknęła oczy i wtuliła się w moją rękę.
-Wynoście się stąd albo wam pomogę- powiedziałem spokojnie
-Horan nic się nie dzieje, możesz nas zostawić omawiamy propozycję- odpowiedział gruby
-Nie słyszałeś co powiedziałem- podniosłem ton głodu, nie lubię kiedy ktoś ignoruje moje polecenia- wypierdalaj stąd bo pogadamy inaczej- zagotowało się we mnie. Na ich szczęście odeszli. Kiedy zostaliśmy już sami zwróciłem się do dziewczyny
-Hej już nic ci nie grozi. Możesz otworzyć oczy-  posłuchała mnie i otworzyła oczy po czym spojrzała w górę szybko puszczając moją rękę i odskakując ode mnie. Wyglądała tak śmiesznie z tym wyrazem twarzy- No to już drugi raz ci pomogłem- dodałem
-Nie ciesz się tak to nic takiego- bąknęła odchodząc odemnie
-Jak zawsze pyskata- uśmiechnąłem się do siebie i ruszyłem za nią

Pov's Zoey

Dziękowałam bogu, że są jeszcze tacy ludzie którzy ci pomogą. Ale kiedy zobaczyłam tego blondyna pożałowałam swoich myśli
-No to już drugi raz ci pomogłem- dodał a ja nie wiedziałam czym się tak szczyci. Czy zakup papierosów to jakaś pomoc?
-Nie ciesz się tak to nic takiego- bąknęłam i ruszyłam przed siebie. Chciałam być już w domu i mieć ten wieczór za sobą
-Jak zawsze pyskata- usłyszałam za sobą, a za chwilę jego kroki przy mnie
-Czemu za mną leziesz
-Chciałoby się- powiedział znowu głupio się uśmiechając. A ja tylko prychnęłam.-Nie powinnaś mi się jakoś odwdzięczyć za to- znowu zaczął, a ja natychmiast zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę. Podeszłam do niego powoli.
-Odwdzięczyć- szepnęłam mu do ucha- Jeśli masz na myśli przelecenie mnie. To już wolałabym żeby tamtych dwóch gości mi coś zrobiło niż miałabym pieprzyć się z tobą- tym razem wykrzyczałam mu to do ucha odpychając go.
-Pojebało cię- złapał mnie za rękę i przyciągną do siebie kiedy miałam już odejść. Trzymał mnie tak, że byłam zmuszona spojrzeć w jego błękitne oczy, które zaraz pociemniały- Powiedziałem ci to już w kuchni a z reguły nie lubię się powtarzać więc ci tylko przypomnę. Uważaj na to co robisz nie chciałabyś aby ktoś cię skrzywdził- kiedy skończył puścił mnie i odszedł odpalając papierosa.
Stałam jeszcze przez chwile w osłupieniu. Co on sobie myśli? Kim on niby jest i o co wogóle mu chodziło? Weszłam do domu i od razu poszłam wziąć kąpiel aby się trochę odprężyć.

sobota, 30 stycznia 2016

03. ,,Wystarczy Zoey"

Pov Niall


Kiedy podjeżdżałem każdego ranka pod szkołę moim sportowym Ford Mustangiem każda laska była moja i każda miała tam mokro. Wyszedłem z auta lekko się uśmiechając i przeczesując dłonią włosy kierując się w stronę swoje paczki.
-O widzę kolejne wejście smoka- rzucił w moją stronę Luk. Teraz kiedy jego końcówki włosów są niebieskie łatwiej go odróżnić od Jai w szybki sposób bez poświęcania im szczególnej uwagi
-Utrzymuje wizerunek nie moja wina, że niektórym go brakuje- rzuciłem w jego stronę
-Patrz. Patrz- Harry szturchnął mnie łokcie. Kilka metrów od nas stały dwie brunetki i jedna blondynka. Od razu wiedziałem o co mu chodzi
-Biorę blondynę- powiedziałem oblizując wargi
-Brunetkę przy płocie- rzucił krótko i zakaszlał. W tej chwili czyjeś ręce lekko przysłoniły mi oczy. Zorientowałem się, że to Libby. Odwróciłem się i przywitałem ją ostrym pocałunkiem,a reszta zaczęła gwizdać.
-Ależ oczywiście, że możesz z tą sexy blondynką- przerwała nasz pocałunek. Serioo???- A Hary może iść z Amber- Myślała, że rozmawiamy o nich. Przewróciłem tylko oczami a ona jeszcze raz mnie pocałowała i odeszła
-Amber też nie będzie zła- przerwał ciszę Harry- ostanie słowa krzyknął i pobiegł w kierunku w którym odeszły.
- Ooo witaj dzieciaku z drugiej klasy-złapał mnie za ramię Luke kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Posłałem mu groźne spojrzenie. Wiadomo kolegujemy się ale każdy wie, że Luke mi zazdrości. 
-Witaj ponownie kolego z trzeciej klasy- teraz to ja złapałem go za ramię cwaniacko się uśmiechając, a on z szoku tylko otworzył szerzej oczy. Takiej reakcji się spodziewałem.  Było już dawno po dzwonku więc wszyscy zaczęli iść w kierunku szkoły, a ja nie miałem ochoty być pilnym uczniem, który zjawia się w klasie równo z dzwonkiem. Wystarczyło, że połowę lata zmarnowałem na poprawki. Oznajmiłem reszcie, że potem przyjdę i ruszyłem na tył szkoły, gdzie mieliśmy tzw. palarnie aby zapalić jeszcze fajkę.

Pov Zoe

-O Nie! Nie!- zaczęłam się drzeć zbierając podręczniki do plecaka. Ubrana w pierwsze lepsze rzeczy i bez śniadania wybiegłam z domu. Biegłam w stronę przystanku wyglądając jak kaleka i  modląc się aby zdążyć. Moje cholerne szczęście chociaż raz w życiu mnie nie opuściło kiedy go potrzebowałam bo zdążyłam na autobus. No pięknie pierwszy dzień szkoły a ja już jestem spóźniona. Drzwi autobusu ledwo się otwarły, a ja już biegłam do głównych drzwi szkoły. Pchnęłam ciężkie drzwi wzdychając, na myśl o nauce tutaj.
Krążyłam po pustych korytarzach w poszukiwaniu sali 316 gdzie według planu od 10 minut powinna odbywać się już lekcja matematyki. Szłam przed siebie i w jednej chwili upadłam na ziemie. Dostałam drzwiami z męskiej toalety. Nawet nie zdążyłam zobaczyć od kogo tylko usłyszałam
-Uważaj jak chodzisz pierwszaku- wysyczał. Wyminął mnie jakby nigdy nic i poszedł sobie
-Dupek- krzyknęłam widząc tylko jego plecy. Pozbierałam się z ziemi i kontynuowałam swoje poszukiwania.

10 minut później

Niepewnie zapukałam do klasy i otworzyłam drzwi. Wszystkie pary oczu spojrzały na mnie. O nie jak ja nienawidzę tego uczucia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Amber i jej koleżanka.
- A ty czego chcesz?- zwróciła się do mnie matematyczka. Nie ukrywam, że przestraszyłam się trochę. Po jej tonie głosy można było stwierdzić, że jest jedną z tych oschłych nauczycieli.
-Ja..Ja nazywam się Zoey....- nie dokończyłam
-A tak tak. Ta nowa na tym roku. Dobrze zajmij sobie gdzieś miejsce- powiedziała i wróciła do lekcji. Zaczęłam rozglądać się po niewielkiej klasie w poszukiwaniu miejsca.. Na środku stało potężne biurko zza, którego ledwo było widać nauczyciela. Na około w czterech rzędach rozstawione były podwójne ławki. Połowa była zajętych,a niektóre w połowie. Moją uwagę przykuła przedostatnia ławka w rzędzie pod oknem. Była pusta z czego w głębi duszy ucieszyłam się. Wypakowałam tylko zeszyt i wlepiłam wzrok w okno

-Siadaj i nie dyskutuj ze mną- z moich rozmyśleń wyrwał mnie krzyk matematyczki. Kiedy odwróciłam głowę ujrzałam blond włosa, uśmiechniętą dziewczynę, która kierowała się w stronę mnie i mojej nowej ławki. A miałam nadzieję, że będę siedzieć sama.
-Zajęłaś moją ławkę nie mówiąc już o miejscu- warknęła zajmując miejsce obok mnie.
-Sorry- powiedziałam i zamierzałam już wstawać kiedy jej ręka złapała za moją i z powrotem posadziła mnie na krześle. Byłam zdezorientowana jej zachowaniem.
-Hej spokojnie tylko żartowałam- uśmiechnęła się szeroko jak by ją to bawiło- To ty jesteś ta nowa- dodała po chwili zastanowienia szukając czegoś w zeszycie
-Wystarczy Zoey- odpowiedziałam jej nie chętnie i odwróciłam wzrok w stronę tablicy. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać ani z nikim kolwiek.
-Groźnie - skomentowała moją wypowiedź chichocząc- Susan- wyciągnęła rękę w moją stronę przy czym lekko mnie szturchnęła dając mi znać, że dalej tu jest. Odwzajemniłam gest.
-To co poznałaś już tu kogoś- próbowała jakoś podtrzymać rozmowę
-Ta..Nieee oprócz ciebie- uśmiechnęłam się. Chciałam wspomnieć o Zayn'ie i Amber ale oni chyba by tego nie chcieli.
-Panno Clark nie dość, że się spóźniłaś to jeszcze mi przeszkadzasz- krzyknęła matematyczka podchodząc do ławki, w której siedziałyśmy. Z przerażenia aż podskoczyłam ale mam nadzieję, że nikt tego nie widział
-Wie Pa...
-Bez dyskusji  do dyrektora- wskazała palcem na drzwi na dając jej dokończyć. Blondynka najwidoczniej nie miała ochoty przegadywać się z nauczycielką wiec posłusznie zebrała swoje rzeczy i wyszła z klasy.
Skupiłam się na końcówce lekcji z której kompletnie nic nie rozumiałam. Pod koniec nauczycielka rozdała z dzisiejszej lekcji karty pracy jako zadanie domowe. Kolejne przerwy spędzałam sama snując się w cieniu.
Wybiła 11:30 co oznacza, że właśnie zakończyła się moje ulubiona lekcja (angielski), a rozpoczęła długa przerwa. Poszłam w kierunku szafki aby wymienić podręcznik niestety nie uniknęłam Amber i jej koleżanek.
-Przepraszam mogłybyście się odsunąć- zwróciłam się grzecznie
-Nie- zbyła mnie blondynka i wróciła do rozmowy z resztą. Wepchnęłam się miedzy nimi rozbijając je otworzyłam swoją szafkę, Chowałam już podręczniki kiedy ktoś zatrzasnął mi szafkę. Była to ta sama dziewczyna,która mnie zbyła.
-Jesteś tu nowa widzę, że nie znasz zasad jakie tu panują- oparła się o moją szafkę
-Myślę, że.... nie interesuje mnie to- odepchnęłam ją i otworzyłam szafkę ponownie
-Oo wiedzę, że nowa szuka rozrywki i zadziera z królową szkoły
-Ale teraz pojechałaś. ,,Królową'' serio ?? Prędzej bym powiedziała dziwką tej szkoły?- wyminęłam ją i skierowałam się w stronę stołówki czując na sobie wzrok paru innych osób. Pierwszy dzień w szkole a ja już sobie grabie. No pięknie
Wzięłam tacę z jedzeniem,  która wyglądało nawet apetycznie i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu miejsca dla siebie.
-Hey Zoey chodź tu- ktoś głośno krzyknął kiedy przemierzałam stołówkę. Była to Susan, która machała do mnie zawzięcie jak bym była niedowidząca. Ruszyłam szybkim krokiem w jej kierunku gdzie siedziała z mega gorącym chłopakiem.
-Poznajcie się. Jai to jest Zoey. Zoey to jest Jai- przedstawiła nas sobie. Wymieniliśmy się zwykłym ,,cześć". Siedziałam jedząc powoli swój lunch i przysłuchując się ich rozmowie. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Odblokowałam swój telefon i odczytałam SMS:


Z powodu jednego głupiego SMS składającego się z dwóch słów i jednej emoitki miałam ochotę płakać ze szczęścia. Odpisałam mu od razu szczerząc się w telefon jak głupia.
-Co cię tak bawi- spytał Jai prawdopodobnie śmiejąc się ze mnie
-Z chłopakiem pisze- Sus odpowiedziała na jego pytanie zaglądając w mój telefon. Tylko głupio się uśmiechnęłam i przekręciłam oczami
-Zoey jest z nami w klasie-Sus poinformowała Jai'a
-Z wami?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widziałam go dzisiaj na ani jednej lekcji
-Tak. Nie było mnie na wcześniejszych lekcjach z powodu rekrutacji do drużyny- posłał mi uśmiech- ale nie martwcie się drogie panie od tych lekcji dotrzymam wam towarzystwa- objął nas ramieniem i zaczął zabawnie poruszać brwiami

Kierowałam się w stronę wyjścia szkolnego gdzie czekała na mnie Sus. Przywitałam mnie po raz kolejny tym swoim ciepłym uśmiechem. Całą drogę przegadałyśmy, nawet wymieniłyśmy się numerami. Niestety pod sklepem musiałyśmy się pożegnać bo tam nasze drogi się rozchodzą.
Po kolejnych 10 minutach nareszcie trafiłam do domu. Na wstępie moją uwagę przykuły 2 walizki i aromaty oraz śmiech z kuchni. .Zdjęłam kurtkę i nie hlujenie rzuciłam ją razem z butami w kąt. Weszłam do kuchni i doznałam szoku. Siedzieli w piątkę przy stole śmiejąc się z czegoś. Wyglądali jak rodzina, której od tak dawna mi brakowało. Zaraz zaraz coś mi tu nie pasowało. Siedział tam jeszcze chłopak o blond włosach, przepraszam farbowanych blond włosach co było cholernie widać ale pasowały mu- Co może kolejne dziecko w rodzinie o którym nie wiem- prowadziłam rozmowę w myśli. 
-O witaj kochanie- chciała brzmieć jak kochająca matka- Siadaj. Zrobiłam obiad i przed chwilą zaczęliśmy jeść. Dołączył się do nas tak że kolega Zayn'a- dodała nakładając nakrycie dla mnie. 
-Wow zrobiłaś obiad to jakaś nowość bo ostatnie co pamiętam na obiad do śmieci z puszek- e ednej chwili oczy Willa i matki wylądowały na mnie. Amber posłała mi groźne spojrzenie a ja tylko usiadłam bezszelestnie nie chcąc robić więcej zamieszania na przeciwko kolegi Zayn'a i jedynym wolnym miejscu.
-Wasze walizki są spakowane. Jest coś o czym powinnam wiedzieć- zapytałam po chwili nabijając kawałek schabowego na widelec
-Will zrobił mi niespodziankę i zabiera mnie na romantyczny weekend. Wyjeżdżamy jutro rano, a wrócimy w poniedziałek- powiedziała na jednym wydechu
-Co?
-To co słyszałaś. Potrzebujemy trochę prywatności, a wy musicie się bliżej poznać- 
-Miłej podróży-odeszłam od stołu rzucając widelcem. Zamknęłam się w pokoju i rzuciłam na łóżko.Nowe łóżko musiało dzisiaj przyjść jak byłam w szkole Nie mogłam tego pojąć. Bolało mnie to bardzo. Tylko nie wiem czy to, że ona jedzie sobie na romantyczny weekend i zostawia mnie tu samom czy bardziej to, że wyglądali i zachowywali się jak rodzina, a kiedy się tylko pojawiłam to zniszczyłam tą atmosferę. Potem jeszcze przyszła do pokoju i zaczęła na mnie wrzeszczeć, że źle się zachowuje a po dzisiejszym zdarzeniu ją ośmieszyłam moim zachowaniem. Całe szczęście szybko wyszła z niego bo nie zwracałam na niej kompletnej uwagi.

Nim spostrzegłam się była już 20:00 a z dołu nie dobiegał nawet szmer. To znaczy, że jestem sama w tym przerażająco wielkim domu.  Wygrzebałam z torebki telefon i portfel po czym zbiegłam na dół. Ubrałam buty i wyszłam przekręcając za sobą drzwi. Kierowałam się w stronę pobliskiego sklepu. 

30 minut później  

Zadowolona z zakupów, z pełną siatką wracałam do domu. Zaczęło się ściemniać przez co przyśpieszyłam kroku. Jak się okazało Amber nocuje u którejś ze swoich koleżanek,  Zayn zapewne wróci na ranem, a moja rodzicielka poszła z Willem na kolację. Wzięłam wieczorny prysznic. Założyłam swoją piżamę, wzięłam mój ukochany koc, zrobiła popcorn i wygodnie rozsiadłam się na kanapie w salonie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Tak wiem może trochę nudny ten rozdział i do tego krótki.
Ale szykujcie się na rozdział 4 w, którym wydarzy się więcej.
Jeśli jesteś zadowolony z mojej pracy i bardzo ci się podoba blog
zaobserwuj i nie zapomnij skomentować.
                     xo. Horanowa :*

wtorek, 5 stycznia 2016

2. Welcome to Ireland


Tak,tak niestety przeżyłam. Przez pierwszy miesiąc wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami. W końcu pogodziłam się z tym i nabrała trochę chęci do życia. Przez dwa tygodnie przeleżałam w szpitalu, a połowę wakacji spędziłam na rozmowach z terapeutami, pedagogami i psychiatrami. Thomas bardzo mnie wspierał i to tego moja rodzicielka nic się nie zmieniła, po za tym, że lepiej zaczęła odgrywać kochającą matkę.  Poznała faceta, wyprowadzamy się do Mullingar. A ja obiecałam Thomasowi, że już nigdy nie będę próbowała tego zrobić i będę silna

- Przepraszam mamo, że zniszczyłam twoje marzenia o normalnym dziecku- wykrzyczałam kiedy zamykała drzwi naszego domu
-To i tak niczego nie zmieni. Każdemu z nas jest bardzo ciężko- szła w moim kierunku ze spuszczonym wzrokiem, Nawet nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.- A teraz idź się z nim pożegnać- powiedziała wsiadając do auta.
Odwróciłam się i zobaczyłam Thomasa, który siedzi na naszym murku. Nie wierzyłam w to, że ten moment kiedyś nastąpi.

Thomas Pov
 -Chyba czas się pożegnać. usłyszałem głos Zoey- Pożegnania- dodała z ironią
-Na to wygląda- wstałem i poczułem jej ciepło. Rzuciła się w moje objęcia, a  ja przytuliłem ją najmocniej jak mogłem.
-To moja wina. To najgorsza rzecz jaka mnie spotkała- płakała w moje ramię
-Wiesz co jest najgorsze? To, że jesteś tak bardzo wrażliwa. Przejmujesz się wszystkim, każdym słowem, każdą kłótnią. Zawsze mówisz, że jest dobrze ale prawda jest taka, że nie jest. Wszystko bierzesz do siebie, wszystkim się martwisz. Powinnaś trochę odpuścić, rozerwać się jakoś, W życiu nie wszystko musi być idealne, nie możesz wiecznie marzyć i się obwiniać bo to cię niszczy... Ona chce dla ciebie jak najlepiej. Teraz nie będę przy tobie ciągle. Widać to twój czas masz skorzystać z losu jechać tam i coś osiągnąć, dobrze się bawiąc, czy poznać nowych ludzi.- Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. To było trudne. Nigdy nie byłem gotowy na taki moment, takie pożegnania, takie wyznania ale wydusiłem coś z siebie
-Ale ja nie chcę cię stracić- zaszlochała po chwili 
-Ej kto powiedział, że mnie stracisz -odciągnąłem ją od siebie i popatrzyłem głęboko w jej zapłakane oczy- przecież nie wszystkie pożegnania są na zawsze- lekko się uśmiechnąłem 
- Nie chodzi o to. Po prosu ta przyjaźń nie utrzyma się na odległość to tak jak z miłością- powiedziała dołując się jeszcze bardzie
-Chyba musisz już iść będę do ciebie dzwonił i pisał ci każdego ranka ,,Dzień Dobry słońce", a każdego wieczoru ,,Dobranoc księżniczko"- zamknąłem ją ostatni raz w swoich ramionach bo jej matka zatrąbiła i szepnąłem jej na ucho ,,Nasza wytrwa". Chyba próbowałem pocieszyć samego siebie
Odprowadziłem ją do auta, którego wsiadła i jeszcze zdążyła zrobić mi zdjęcieHah cała Zoey- uśmiechnąłem się w duchu. W końcu odjechała, a ja wróciłem do siebie nie wiedząc co mam z sobą zrobić. Leżałem na łóżku mając uczucie pustki.

Zoey Pov

Pożegnania. Nie lubię ich. Wydają się taką ostatecznością. Nigdy nie wiadomo, czy zobaczy się kogoś, z kim właśnie ściskasz dłoń i kogo całujesz w policzek, komu machasz z oddali. Może to ostatni dotyk, ostatnie słowa? Ale sama chwila pożegnania nie jest wbrew pozorom najgorsza. Najgorszy jest ten czas po niej, kiedy uświadamiasz sobie, że coś bezpowrotnie znika z twojego życia. Właśnie w tej chwili to do mnie dotarło. Dużo mnie z nim łączyło czasami miałam wrażenie, że to coś więcej i w tej chwili dotarło do mnie, że go kocham i nie dam sobie bez niego rady. Ustawiłam sobie zdjęcie Thomasa na tapecie. Włączyłam listę naszych piosenek i założyłam słuchawki na uszy opierając głowę o szybę. Ostatni raz spoglądałam na piękno Londynu, za którym będę strasznie tęsknić ale nigdy nie zapomną tego co tutaj przeżyłam. W końcu dotarliśmy na lotnisko. Wzięłam swoje bagaże i ustawiłyśmy się w kolejce do kasy po bilety. Przeszłyśmy odprawę i kierowałyśmy się do wejścia na samolot. 

20 minut później leciałyśmy już do Irlandii. Nie zamierzałam rozmawiać z mamą ani bezczynnie siedzieć więc po czasie zasnęła.
-Zoi wstawaj. Zoi!- poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię
-Co się dzieje- przetarłam oczy i spojrzałam na moją rodzicielkę
- Wysiadamy- wstała i kierowała się do wyjścia nie czekając na mnie. To będzie ciężki dzień westchnęłam i ruszyłam za nią po nasze bagaże.
Weszłyśmy na małe lotnisko w Irlandii gdzie za bramkami stało pełno ludzi trzymających tabliczki z napisami, imionami lub nazwiskami.
-O tam!!- krzyknęła moja mama wskazując palcem na o wiele starszego pana i ruszyła w jego stronę
-Jesteś z nim dla kasy- byłam zdezorientowana od kiedy mama gustuje w mężczyznach którzy mogliby być jej ojcami
-Nie kochanie- zaśmiała się głupawo- To jest szofer. Will go wynajął abyśmy się nie tułały Taxi
-Jak by sam nie mógł- zaczęłam pokazywać swoje humorki. To że nie jesteśmy w Londynie to nie znaczy, że zmienię się z charakteru.
-Nie nie mógł bo pracuje. A teraz proszę zachowuj się przyzwoicie.
Przywitałyśmy się z Fillem. Wziął nasze najcięższe bagaże i ruszył w stronę parkingu. Kiedy wyszłam z lotnisko wszystko było inne niż w Londynie. Inna pogoda, inne powietrze i inni ludzie.
To żegnaj Londynie a witaj Irlandio- powiedziałam sobie w myśli. Na początku jechaliśmy w zupełnej ciszy, a później Fill i moja rodzicielka zaczęli rozmawiać na różne tematy.
- No to jesteśmy- po jakiś dwóch godzinach wyrwał mnie z zamyśleń głos Filla, który cieszył się bardzie odemnie albo próbował być tylko miły. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się po okolicy. Było to osiedle domków jednorodzinnych. Założę się, że o 19;00 mają już ciszę nocną, Odwróciłam się i przed oczyma miałam mój nowy dom. Był ładny i trochę duży jak na jedną osobę.
-Cześć kochanie- wyszedł przed dom wysoki mężczyzna. Moja matka podleciała do niego i przywitali się buziakiem w usta. Co było trochę dziwne widzieć ją po latach z innym facetem.
-To jest Will- z szerokim uśmiechem przedstawiła mi go mama.
-Dzień dobry panu jestem Zoey moja mama pewnie już wspominała- wymusiłam uśmiech i podałam mu rękę w geście przywitania.
-Wystarczy Will- uśmiechnął się- Zapraszam wejdźcie do środka poznasz resztę- powiedział i poszedł po bagaże
-Resztę- krzyknęłam zaskoczona i zlustrowałam krwiożerczo moją rodzicielkę. 
-Chodź do środka kochanie- złapała mnie za łokieć
-Nie nigdzie nie pójdę -wyrwałam się jej
-Coś się stało- zapytał zdezorientowany Will kiedy przechodził obok nas z bagażami
-Nie nie kochanie zaraz przyjdziemy- powiedziała i zaczekała aż zniknie w drzwiach
- O co tu chodzi- oburzyłam się i zaczęłam krzyczeć
-Proszę nie krzycz bo pomyśli że jesteś problematycznym dzieckiem- powiedziała na co mnie zatkało- Po prostu wejdź poznasz jego dzieci- na te słowa wytrzeszczyłam oczy
-Fajnie- ruszyłam pierwsza i otworzyłam drzwi jak do siebie do domu. Przedpokój był wielkości mojego starego pokoju. Po lewej stronie znajdowało się wejście do kuchni i łazienki. Na wprost były schody do góry, a pod nimi jakieś drzwi. Po prawej stronie był salon do którego weszłam i wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. 
-Wejdź nie stój tak- zaproponował Will. Usiadłam na najbliższym siedzeniu z dala od nich.
-A więc tak- zaczął- Amber to jest Zoey. Zoey to jest Amber- wymieniłam się spojrzeniami z rudowłosą dziewczyną, która żuła gumę i ubrana była bardzo odważnie, Że jej na coś takiego pozwala. Nie zamierzałam być pierwsza a więc nie wymieniałyśmy się nawet zwykłym Cześć wróciła do przeglądania katalogu.
-No tak więc- Will był trochę zdenerwowany tą sytuacją- Zoey to Zayn. Zayn to Zoey- wskazał na młodego i nawet przystojnego mulata. Popatrzył się na mnie po czym lekko się uśmiechnął i wrócił do swojej komórki. Po tym nastała cisza i niezręczny moment, który postanowiłam przerwać
-Mogłabym zobaczyć swój pokój
-Tak jasne bym zapomniał- uśmiechnął się i wstał. Szłam za nim a on opisywał mi cały dom- Jak wchodziłaś chyba zauważyłaś, że tam jest kuchnia- wskazał a ja przytaknęłam głową- To tak pod schodami jest sypialnia moja i twojej mamy,a cała góra należy do was- weszliśmy na górę po schodach gdzie znajdowały się cztery pary drzwi.-Tutaj jest wasza łazienka- wskazał na osobne drzwi- Pierwszy pokój jest Amber, a ostatni Zayna. Tobie przypadł środowy- mówił dalej szeroko się uśmiechając i wszedł do pokoju, w który był urządzony tak samo jak mój stary pokój (pomijając te rozwalające się łużko) z czego byłam ogromnie zadowolona- Walizki leżą tam- wskazał na koniec pokoju- A książki leżą na stoliku i myślę, żż te łóżko nie będzie dla ciebie problem przez najbliższe 2 dni. Twoja matka zamówiła ci nowe,
-Nie nie ma problemu- wymusiłam uśmiech
-Jutro rozpoczęcie roku więc pójdziesz do szkoły z Zayn'em lub pójdziesz z Amber żebyś się nie zgubiła. To ja ci już nie przeszkadzam.Rozgość się- uśmiechnął się i wyszedł zamykając drzwi i zostawiając mnie samą.
No to piękni. Powiedziałam sama do siebie i rzuciłam się na łóżko czego pożałowałam bo odpadła jedna z desek z pod łóżka. Przecież nie jestem taka ciężka starannie odliczam kalorie z każdego posiłki. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni mój telefon i wybrałam numer Thomasa i po trzech sygnałach w końcu odebrał:
Rozmowa Telefoniczna
        Thomas: O Zoey jak się ciesze, że o mnie jeszcze nie zapomniałaś- zaczął się śmiać w słuchawkę
        Zoey: Bardzo śmieszne- próbowałam udać oburzoną
        Thomas: Jak tam nowy dom i Irlandia
        Zoey: W Irlandii słonecznie,dostałam przytulny pokój z łóżkiem do wymiany, a Will wydaje się                       być miłym  facetem. 
        Thomas: Wejź większe łóżko bo postaram się wbić do ciebie na święta więc muszę gdzieś spać.                           A poza tym chce być pierwszym facetem u którego zaśniesz w ramionach w tym łużku
        Zoey: Hahaha. Już się nie mogę doczekać.- uśmiechnęłam się sama do siebie- A po za tym                             matka zrobiła mi niespodziankę- powiedziałam już poważniej
        Thomas: Jaką?- w jego głosie było słychać zainteresowanie tak jak zawsze kiedy zamierzałam                         mu coś powiedzieć
         Zoey: Mam w gratisie przyrodnią siostrę i brata
         Thomas: Haha. To ci niespodzianka pewnie jakieś przydupaski Tatusia
         Zoey: Właśnie, że nie. Musze kończyć jutro zadzwonię bo ktoś dobija się do drzwi
         Thomas: To Dobranoc Zoik
         Zoey: Dobranoc Thomi 
Rozłączyłam się i podeszłam do drzwi otwierając je. Przed nimi stał Zayn co mnie ździwiło
-Mogę wejść- zapytał łagodnie, 
-Ta..Tak jasne- za jąkałam- I tak nie mam co do ukrycia
-Dobra nie mam zamiaru cię niańczyć ani za tobą ganiać- zaczął a ja stałam zdezorientowana jego nagłym wybuchem na mnie- To tak jutro rozpoczęcie jest na 8:45 więc bądź gotowa na 8:30. Bo podwiozę cię do szkoły a nie wydaje mi się żebyś chciała iść z koleżankami Amber- jego ton głosu zmienił się na oschły
-Okey. I chyba dzięki- powiedziałam

Była już 20:00. Złapałam za moją walizkę z kosmetykami i poszłam do łazienki. Była ona bardzo duża z wanną i prysznicem. Były tam też trzy duże szafki. Jedna z nich podpisana mim imieniem. Założyłam, że jest moja a więc wpakowałam do niej swoje kosmetyki. Później się odświeżyłam i przebrałam w piżamę: składała się z krótkich szortów i z koszulki do kompletu. Usłyszałam z dołu wołanie na kolacje, a gdy zeszłam przy stole siedziała tylko mama i Will
-Usiądź z nami kochanie- zaproponowała moja rodzicielka
-Nie dzięki wpadłam tylko po jakiś serek- podeszłam do lodówki i wzięłam z niej ostatni truskawkowy
-Jak chcesz możesz iść do Amber koleżanki dziś u niej nocują- podszedł do mnie Will kładąc rękę na moim ramieniu
-Nie wydaje mi się abym się z nimi zaprzyjaźniła- wyminęłam go i poszłam do siebie do pokoju. Nie zamierzałam się tu z nikim zpouchwalać. Nastawiłam budzik na 8:00. I zasnęłam


Następnego dnia!

''Przechodziłam szkolnym korytarzem w poszukiwaniu klasy. Czułam się tu obca i niechciana jakby każdy mnie nienawidził. Widziałam, że każdy na mnie patrzy i się zemnie naśmiewa. Przyśpieszyłam kroku do tego stopnia, że zaczęłam biec jak opętana. W końcu znalazłam toaletę. Weszłam do niej cała roztrzęsiona i rozpłakana usłyszałam czyjś głos


-I teraz cię mam SUKO!,,

Natychmiast obudziłam się i podniosłam jak opętana z łóżka do pozycji siedzące. Powtarzając sobie w głowie ,,to tylko zły sen"
-O widzę, że już wstałaś- do pokoju weszła moja rodzicielka
-Ta.. Tak jak widać- zająkałam 
-Zejdź na śniadanie potem i wyłącz ten budzik- z wielkim uśmiechem wyszła z pokoju. Chyba miała udaną noc. Budzik dalej dzwonił więc go wyłączyłam a następnie leniwie się wywlekłam z łóżka ścieląc je. Mój poranny humor polepszył SMS od Thomasa ,,Dzień Dobry słoneczko :*''  Podeszłam z bananem na twarzy do szafy i wybrałam ubrania. Później wykonałam swoją codzienną toaletę.Mama tyle mi naopowiadała jakie to jest przyzwoite miejsce więc próbowałam wyglądać jak jakaś kujonka.  Byłam już gotowa więc zbiegłam za dół gdzie Zayn na mnie czekał
-No nareszcie- oburzył się. Zdziwiłam się gdy go zobaczyłam bo był ubrany w jeansy i zwykłą koszulkę
-Przecież jestem na czas
-Dobra chodź nie gadaj tyle
Wsiedliśmy do jego czarnego mercedesa. Jechaliśmy przez jakieś 5 minut w zupełnej ciszy i podjechaliśmy pod bramę szkolną
-Wysiadaj- usłyszałam i wykonałam polecenie. Zapewne nie chciał żeby ktoś go zemną widział i wysadził mnie parę metrów przed bramą. Szłam w stronę szkoły gdzie było pełno osób siedzących w grupkach. Wiele osób patrzył się na mnie szepcząc coś i głupawo się uśmiechając, Chciałam się wpasować tym ubraniem a zrobiłam z siebie kujona.  No niezły początek dnia.- powiedziałam sobie w myślach. Zadzwonił dzwonek. Ciężko westchnęłam i ruszyłam w stronę szkoły. 
Pierwszy dzień szkoły zawsze zaczyna się od przedstawiania uczniom regulaminów, wymagań itp. na sali gimnastycznej. Po dwóch godzinach udręki. Poszłam na parking szkolny gdzie miał czekać na mnie Zayn.

Mijało 5 minut, 10 minut, 15 minut, 20 minut, a Zayn jeszcze nie było. Jak zwykle każdy o mnie zapomina. Ruszyłam zupełnie w obcym mi kierunku z nadzieją, że jakoś sobie poradzę w dotarciu do nowego domu.
-A ty gdzie się wybierasz- słysząc krzyk odwróciłam się na pięcie, a parę metrów odemnie stał Zayn śmiejąc się z czegoś ze swoimi kolegami
-Do domu- powiedziałam. 
-To w drugą stronę- pokierował mnie a ja natychmiast ruszyłam w drugą stronę
Kiedy dotarłam do domu po jakichś 2 godzinach błądzenia z padniętym telefonem sama byłam padnięta. Z salonu dobiegały śmiechy pewnie zaprosili swoich znajomych korzystając z tego że matka i William pojechali pozałatwiać jakieś papiery. Przeszłam po cichu do kuchni i zjadłam na szybko kromkę, wzięłam prysznic i przygotowałam się na jutrzejszy dzień - Jak ten czas leci- pomyślałam dostając SMS od Thoma ,, Dobranoc księżniczko". Po przeczytaniu go wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Niby dwa słowa, a miałam ochotę pobiec do łazienki, zamknąć się w niej i ryczeć całą noc.

niedziela, 3 stycznia 2016

Zwiastun

Mam dla was niespodziankę!

Na początku chciałam wam życzyć wszystkiego dobrego i 
samych sukcesów w nowym roku 2016
Na zachętę do czytania i ściągnięcia czytelników stworzyłam
dla was ZWIASTUN (który znajduje się poniżej)
Mam nadzieję, że wam się spodoba i docenicie 
to jaką ciężką pracę w niego włożyłam.