sobota, 30 stycznia 2016

03. ,,Wystarczy Zoey"

Pov Niall


Kiedy podjeżdżałem każdego ranka pod szkołę moim sportowym Ford Mustangiem każda laska była moja i każda miała tam mokro. Wyszedłem z auta lekko się uśmiechając i przeczesując dłonią włosy kierując się w stronę swoje paczki.
-O widzę kolejne wejście smoka- rzucił w moją stronę Luk. Teraz kiedy jego końcówki włosów są niebieskie łatwiej go odróżnić od Jai w szybki sposób bez poświęcania im szczególnej uwagi
-Utrzymuje wizerunek nie moja wina, że niektórym go brakuje- rzuciłem w jego stronę
-Patrz. Patrz- Harry szturchnął mnie łokcie. Kilka metrów od nas stały dwie brunetki i jedna blondynka. Od razu wiedziałem o co mu chodzi
-Biorę blondynę- powiedziałem oblizując wargi
-Brunetkę przy płocie- rzucił krótko i zakaszlał. W tej chwili czyjeś ręce lekko przysłoniły mi oczy. Zorientowałem się, że to Libby. Odwróciłem się i przywitałem ją ostrym pocałunkiem,a reszta zaczęła gwizdać.
-Ależ oczywiście, że możesz z tą sexy blondynką- przerwała nasz pocałunek. Serioo???- A Hary może iść z Amber- Myślała, że rozmawiamy o nich. Przewróciłem tylko oczami a ona jeszcze raz mnie pocałowała i odeszła
-Amber też nie będzie zła- przerwał ciszę Harry- ostanie słowa krzyknął i pobiegł w kierunku w którym odeszły.
- Ooo witaj dzieciaku z drugiej klasy-złapał mnie za ramię Luke kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Posłałem mu groźne spojrzenie. Wiadomo kolegujemy się ale każdy wie, że Luke mi zazdrości. 
-Witaj ponownie kolego z trzeciej klasy- teraz to ja złapałem go za ramię cwaniacko się uśmiechając, a on z szoku tylko otworzył szerzej oczy. Takiej reakcji się spodziewałem.  Było już dawno po dzwonku więc wszyscy zaczęli iść w kierunku szkoły, a ja nie miałem ochoty być pilnym uczniem, który zjawia się w klasie równo z dzwonkiem. Wystarczyło, że połowę lata zmarnowałem na poprawki. Oznajmiłem reszcie, że potem przyjdę i ruszyłem na tył szkoły, gdzie mieliśmy tzw. palarnie aby zapalić jeszcze fajkę.

Pov Zoe

-O Nie! Nie!- zaczęłam się drzeć zbierając podręczniki do plecaka. Ubrana w pierwsze lepsze rzeczy i bez śniadania wybiegłam z domu. Biegłam w stronę przystanku wyglądając jak kaleka i  modląc się aby zdążyć. Moje cholerne szczęście chociaż raz w życiu mnie nie opuściło kiedy go potrzebowałam bo zdążyłam na autobus. No pięknie pierwszy dzień szkoły a ja już jestem spóźniona. Drzwi autobusu ledwo się otwarły, a ja już biegłam do głównych drzwi szkoły. Pchnęłam ciężkie drzwi wzdychając, na myśl o nauce tutaj.
Krążyłam po pustych korytarzach w poszukiwaniu sali 316 gdzie według planu od 10 minut powinna odbywać się już lekcja matematyki. Szłam przed siebie i w jednej chwili upadłam na ziemie. Dostałam drzwiami z męskiej toalety. Nawet nie zdążyłam zobaczyć od kogo tylko usłyszałam
-Uważaj jak chodzisz pierwszaku- wysyczał. Wyminął mnie jakby nigdy nic i poszedł sobie
-Dupek- krzyknęłam widząc tylko jego plecy. Pozbierałam się z ziemi i kontynuowałam swoje poszukiwania.

10 minut później

Niepewnie zapukałam do klasy i otworzyłam drzwi. Wszystkie pary oczu spojrzały na mnie. O nie jak ja nienawidzę tego uczucia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Amber i jej koleżanka.
- A ty czego chcesz?- zwróciła się do mnie matematyczka. Nie ukrywam, że przestraszyłam się trochę. Po jej tonie głosy można było stwierdzić, że jest jedną z tych oschłych nauczycieli.
-Ja..Ja nazywam się Zoey....- nie dokończyłam
-A tak tak. Ta nowa na tym roku. Dobrze zajmij sobie gdzieś miejsce- powiedziała i wróciła do lekcji. Zaczęłam rozglądać się po niewielkiej klasie w poszukiwaniu miejsca.. Na środku stało potężne biurko zza, którego ledwo było widać nauczyciela. Na około w czterech rzędach rozstawione były podwójne ławki. Połowa była zajętych,a niektóre w połowie. Moją uwagę przykuła przedostatnia ławka w rzędzie pod oknem. Była pusta z czego w głębi duszy ucieszyłam się. Wypakowałam tylko zeszyt i wlepiłam wzrok w okno

-Siadaj i nie dyskutuj ze mną- z moich rozmyśleń wyrwał mnie krzyk matematyczki. Kiedy odwróciłam głowę ujrzałam blond włosa, uśmiechniętą dziewczynę, która kierowała się w stronę mnie i mojej nowej ławki. A miałam nadzieję, że będę siedzieć sama.
-Zajęłaś moją ławkę nie mówiąc już o miejscu- warknęła zajmując miejsce obok mnie.
-Sorry- powiedziałam i zamierzałam już wstawać kiedy jej ręka złapała za moją i z powrotem posadziła mnie na krześle. Byłam zdezorientowana jej zachowaniem.
-Hej spokojnie tylko żartowałam- uśmiechnęła się szeroko jak by ją to bawiło- To ty jesteś ta nowa- dodała po chwili zastanowienia szukając czegoś w zeszycie
-Wystarczy Zoey- odpowiedziałam jej nie chętnie i odwróciłam wzrok w stronę tablicy. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać ani z nikim kolwiek.
-Groźnie - skomentowała moją wypowiedź chichocząc- Susan- wyciągnęła rękę w moją stronę przy czym lekko mnie szturchnęła dając mi znać, że dalej tu jest. Odwzajemniłam gest.
-To co poznałaś już tu kogoś- próbowała jakoś podtrzymać rozmowę
-Ta..Nieee oprócz ciebie- uśmiechnęłam się. Chciałam wspomnieć o Zayn'ie i Amber ale oni chyba by tego nie chcieli.
-Panno Clark nie dość, że się spóźniłaś to jeszcze mi przeszkadzasz- krzyknęła matematyczka podchodząc do ławki, w której siedziałyśmy. Z przerażenia aż podskoczyłam ale mam nadzieję, że nikt tego nie widział
-Wie Pa...
-Bez dyskusji  do dyrektora- wskazała palcem na drzwi na dając jej dokończyć. Blondynka najwidoczniej nie miała ochoty przegadywać się z nauczycielką wiec posłusznie zebrała swoje rzeczy i wyszła z klasy.
Skupiłam się na końcówce lekcji z której kompletnie nic nie rozumiałam. Pod koniec nauczycielka rozdała z dzisiejszej lekcji karty pracy jako zadanie domowe. Kolejne przerwy spędzałam sama snując się w cieniu.
Wybiła 11:30 co oznacza, że właśnie zakończyła się moje ulubiona lekcja (angielski), a rozpoczęła długa przerwa. Poszłam w kierunku szafki aby wymienić podręcznik niestety nie uniknęłam Amber i jej koleżanek.
-Przepraszam mogłybyście się odsunąć- zwróciłam się grzecznie
-Nie- zbyła mnie blondynka i wróciła do rozmowy z resztą. Wepchnęłam się miedzy nimi rozbijając je otworzyłam swoją szafkę, Chowałam już podręczniki kiedy ktoś zatrzasnął mi szafkę. Była to ta sama dziewczyna,która mnie zbyła.
-Jesteś tu nowa widzę, że nie znasz zasad jakie tu panują- oparła się o moją szafkę
-Myślę, że.... nie interesuje mnie to- odepchnęłam ją i otworzyłam szafkę ponownie
-Oo wiedzę, że nowa szuka rozrywki i zadziera z królową szkoły
-Ale teraz pojechałaś. ,,Królową'' serio ?? Prędzej bym powiedziała dziwką tej szkoły?- wyminęłam ją i skierowałam się w stronę stołówki czując na sobie wzrok paru innych osób. Pierwszy dzień w szkole a ja już sobie grabie. No pięknie
Wzięłam tacę z jedzeniem,  która wyglądało nawet apetycznie i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu miejsca dla siebie.
-Hey Zoey chodź tu- ktoś głośno krzyknął kiedy przemierzałam stołówkę. Była to Susan, która machała do mnie zawzięcie jak bym była niedowidząca. Ruszyłam szybkim krokiem w jej kierunku gdzie siedziała z mega gorącym chłopakiem.
-Poznajcie się. Jai to jest Zoey. Zoey to jest Jai- przedstawiła nas sobie. Wymieniliśmy się zwykłym ,,cześć". Siedziałam jedząc powoli swój lunch i przysłuchując się ich rozmowie. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Odblokowałam swój telefon i odczytałam SMS:


Z powodu jednego głupiego SMS składającego się z dwóch słów i jednej emoitki miałam ochotę płakać ze szczęścia. Odpisałam mu od razu szczerząc się w telefon jak głupia.
-Co cię tak bawi- spytał Jai prawdopodobnie śmiejąc się ze mnie
-Z chłopakiem pisze- Sus odpowiedziała na jego pytanie zaglądając w mój telefon. Tylko głupio się uśmiechnęłam i przekręciłam oczami
-Zoey jest z nami w klasie-Sus poinformowała Jai'a
-Z wami?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widziałam go dzisiaj na ani jednej lekcji
-Tak. Nie było mnie na wcześniejszych lekcjach z powodu rekrutacji do drużyny- posłał mi uśmiech- ale nie martwcie się drogie panie od tych lekcji dotrzymam wam towarzystwa- objął nas ramieniem i zaczął zabawnie poruszać brwiami

Kierowałam się w stronę wyjścia szkolnego gdzie czekała na mnie Sus. Przywitałam mnie po raz kolejny tym swoim ciepłym uśmiechem. Całą drogę przegadałyśmy, nawet wymieniłyśmy się numerami. Niestety pod sklepem musiałyśmy się pożegnać bo tam nasze drogi się rozchodzą.
Po kolejnych 10 minutach nareszcie trafiłam do domu. Na wstępie moją uwagę przykuły 2 walizki i aromaty oraz śmiech z kuchni. .Zdjęłam kurtkę i nie hlujenie rzuciłam ją razem z butami w kąt. Weszłam do kuchni i doznałam szoku. Siedzieli w piątkę przy stole śmiejąc się z czegoś. Wyglądali jak rodzina, której od tak dawna mi brakowało. Zaraz zaraz coś mi tu nie pasowało. Siedział tam jeszcze chłopak o blond włosach, przepraszam farbowanych blond włosach co było cholernie widać ale pasowały mu- Co może kolejne dziecko w rodzinie o którym nie wiem- prowadziłam rozmowę w myśli. 
-O witaj kochanie- chciała brzmieć jak kochająca matka- Siadaj. Zrobiłam obiad i przed chwilą zaczęliśmy jeść. Dołączył się do nas tak że kolega Zayn'a- dodała nakładając nakrycie dla mnie. 
-Wow zrobiłaś obiad to jakaś nowość bo ostatnie co pamiętam na obiad do śmieci z puszek- e ednej chwili oczy Willa i matki wylądowały na mnie. Amber posłała mi groźne spojrzenie a ja tylko usiadłam bezszelestnie nie chcąc robić więcej zamieszania na przeciwko kolegi Zayn'a i jedynym wolnym miejscu.
-Wasze walizki są spakowane. Jest coś o czym powinnam wiedzieć- zapytałam po chwili nabijając kawałek schabowego na widelec
-Will zrobił mi niespodziankę i zabiera mnie na romantyczny weekend. Wyjeżdżamy jutro rano, a wrócimy w poniedziałek- powiedziała na jednym wydechu
-Co?
-To co słyszałaś. Potrzebujemy trochę prywatności, a wy musicie się bliżej poznać- 
-Miłej podróży-odeszłam od stołu rzucając widelcem. Zamknęłam się w pokoju i rzuciłam na łóżko.Nowe łóżko musiało dzisiaj przyjść jak byłam w szkole Nie mogłam tego pojąć. Bolało mnie to bardzo. Tylko nie wiem czy to, że ona jedzie sobie na romantyczny weekend i zostawia mnie tu samom czy bardziej to, że wyglądali i zachowywali się jak rodzina, a kiedy się tylko pojawiłam to zniszczyłam tą atmosferę. Potem jeszcze przyszła do pokoju i zaczęła na mnie wrzeszczeć, że źle się zachowuje a po dzisiejszym zdarzeniu ją ośmieszyłam moim zachowaniem. Całe szczęście szybko wyszła z niego bo nie zwracałam na niej kompletnej uwagi.

Nim spostrzegłam się była już 20:00 a z dołu nie dobiegał nawet szmer. To znaczy, że jestem sama w tym przerażająco wielkim domu.  Wygrzebałam z torebki telefon i portfel po czym zbiegłam na dół. Ubrałam buty i wyszłam przekręcając za sobą drzwi. Kierowałam się w stronę pobliskiego sklepu. 

30 minut później  

Zadowolona z zakupów, z pełną siatką wracałam do domu. Zaczęło się ściemniać przez co przyśpieszyłam kroku. Jak się okazało Amber nocuje u którejś ze swoich koleżanek,  Zayn zapewne wróci na ranem, a moja rodzicielka poszła z Willem na kolację. Wzięłam wieczorny prysznic. Założyłam swoją piżamę, wzięłam mój ukochany koc, zrobiła popcorn i wygodnie rozsiadłam się na kanapie w salonie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Tak wiem może trochę nudny ten rozdział i do tego krótki.
Ale szykujcie się na rozdział 4 w, którym wydarzy się więcej.
Jeśli jesteś zadowolony z mojej pracy i bardzo ci się podoba blog
zaobserwuj i nie zapomnij skomentować.
                     xo. Horanowa :*

wtorek, 5 stycznia 2016

2. Welcome to Ireland


Tak,tak niestety przeżyłam. Przez pierwszy miesiąc wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami. W końcu pogodziłam się z tym i nabrała trochę chęci do życia. Przez dwa tygodnie przeleżałam w szpitalu, a połowę wakacji spędziłam na rozmowach z terapeutami, pedagogami i psychiatrami. Thomas bardzo mnie wspierał i to tego moja rodzicielka nic się nie zmieniła, po za tym, że lepiej zaczęła odgrywać kochającą matkę.  Poznała faceta, wyprowadzamy się do Mullingar. A ja obiecałam Thomasowi, że już nigdy nie będę próbowała tego zrobić i będę silna

- Przepraszam mamo, że zniszczyłam twoje marzenia o normalnym dziecku- wykrzyczałam kiedy zamykała drzwi naszego domu
-To i tak niczego nie zmieni. Każdemu z nas jest bardzo ciężko- szła w moim kierunku ze spuszczonym wzrokiem, Nawet nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.- A teraz idź się z nim pożegnać- powiedziała wsiadając do auta.
Odwróciłam się i zobaczyłam Thomasa, który siedzi na naszym murku. Nie wierzyłam w to, że ten moment kiedyś nastąpi.

Thomas Pov
 -Chyba czas się pożegnać. usłyszałem głos Zoey- Pożegnania- dodała z ironią
-Na to wygląda- wstałem i poczułem jej ciepło. Rzuciła się w moje objęcia, a  ja przytuliłem ją najmocniej jak mogłem.
-To moja wina. To najgorsza rzecz jaka mnie spotkała- płakała w moje ramię
-Wiesz co jest najgorsze? To, że jesteś tak bardzo wrażliwa. Przejmujesz się wszystkim, każdym słowem, każdą kłótnią. Zawsze mówisz, że jest dobrze ale prawda jest taka, że nie jest. Wszystko bierzesz do siebie, wszystkim się martwisz. Powinnaś trochę odpuścić, rozerwać się jakoś, W życiu nie wszystko musi być idealne, nie możesz wiecznie marzyć i się obwiniać bo to cię niszczy... Ona chce dla ciebie jak najlepiej. Teraz nie będę przy tobie ciągle. Widać to twój czas masz skorzystać z losu jechać tam i coś osiągnąć, dobrze się bawiąc, czy poznać nowych ludzi.- Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. To było trudne. Nigdy nie byłem gotowy na taki moment, takie pożegnania, takie wyznania ale wydusiłem coś z siebie
-Ale ja nie chcę cię stracić- zaszlochała po chwili 
-Ej kto powiedział, że mnie stracisz -odciągnąłem ją od siebie i popatrzyłem głęboko w jej zapłakane oczy- przecież nie wszystkie pożegnania są na zawsze- lekko się uśmiechnąłem 
- Nie chodzi o to. Po prosu ta przyjaźń nie utrzyma się na odległość to tak jak z miłością- powiedziała dołując się jeszcze bardzie
-Chyba musisz już iść będę do ciebie dzwonił i pisał ci każdego ranka ,,Dzień Dobry słońce", a każdego wieczoru ,,Dobranoc księżniczko"- zamknąłem ją ostatni raz w swoich ramionach bo jej matka zatrąbiła i szepnąłem jej na ucho ,,Nasza wytrwa". Chyba próbowałem pocieszyć samego siebie
Odprowadziłem ją do auta, którego wsiadła i jeszcze zdążyła zrobić mi zdjęcieHah cała Zoey- uśmiechnąłem się w duchu. W końcu odjechała, a ja wróciłem do siebie nie wiedząc co mam z sobą zrobić. Leżałem na łóżku mając uczucie pustki.

Zoey Pov

Pożegnania. Nie lubię ich. Wydają się taką ostatecznością. Nigdy nie wiadomo, czy zobaczy się kogoś, z kim właśnie ściskasz dłoń i kogo całujesz w policzek, komu machasz z oddali. Może to ostatni dotyk, ostatnie słowa? Ale sama chwila pożegnania nie jest wbrew pozorom najgorsza. Najgorszy jest ten czas po niej, kiedy uświadamiasz sobie, że coś bezpowrotnie znika z twojego życia. Właśnie w tej chwili to do mnie dotarło. Dużo mnie z nim łączyło czasami miałam wrażenie, że to coś więcej i w tej chwili dotarło do mnie, że go kocham i nie dam sobie bez niego rady. Ustawiłam sobie zdjęcie Thomasa na tapecie. Włączyłam listę naszych piosenek i założyłam słuchawki na uszy opierając głowę o szybę. Ostatni raz spoglądałam na piękno Londynu, za którym będę strasznie tęsknić ale nigdy nie zapomną tego co tutaj przeżyłam. W końcu dotarliśmy na lotnisko. Wzięłam swoje bagaże i ustawiłyśmy się w kolejce do kasy po bilety. Przeszłyśmy odprawę i kierowałyśmy się do wejścia na samolot. 

20 minut później leciałyśmy już do Irlandii. Nie zamierzałam rozmawiać z mamą ani bezczynnie siedzieć więc po czasie zasnęła.
-Zoi wstawaj. Zoi!- poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię
-Co się dzieje- przetarłam oczy i spojrzałam na moją rodzicielkę
- Wysiadamy- wstała i kierowała się do wyjścia nie czekając na mnie. To będzie ciężki dzień westchnęłam i ruszyłam za nią po nasze bagaże.
Weszłyśmy na małe lotnisko w Irlandii gdzie za bramkami stało pełno ludzi trzymających tabliczki z napisami, imionami lub nazwiskami.
-O tam!!- krzyknęła moja mama wskazując palcem na o wiele starszego pana i ruszyła w jego stronę
-Jesteś z nim dla kasy- byłam zdezorientowana od kiedy mama gustuje w mężczyznach którzy mogliby być jej ojcami
-Nie kochanie- zaśmiała się głupawo- To jest szofer. Will go wynajął abyśmy się nie tułały Taxi
-Jak by sam nie mógł- zaczęłam pokazywać swoje humorki. To że nie jesteśmy w Londynie to nie znaczy, że zmienię się z charakteru.
-Nie nie mógł bo pracuje. A teraz proszę zachowuj się przyzwoicie.
Przywitałyśmy się z Fillem. Wziął nasze najcięższe bagaże i ruszył w stronę parkingu. Kiedy wyszłam z lotnisko wszystko było inne niż w Londynie. Inna pogoda, inne powietrze i inni ludzie.
To żegnaj Londynie a witaj Irlandio- powiedziałam sobie w myśli. Na początku jechaliśmy w zupełnej ciszy, a później Fill i moja rodzicielka zaczęli rozmawiać na różne tematy.
- No to jesteśmy- po jakiś dwóch godzinach wyrwał mnie z zamyśleń głos Filla, który cieszył się bardzie odemnie albo próbował być tylko miły. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się po okolicy. Było to osiedle domków jednorodzinnych. Założę się, że o 19;00 mają już ciszę nocną, Odwróciłam się i przed oczyma miałam mój nowy dom. Był ładny i trochę duży jak na jedną osobę.
-Cześć kochanie- wyszedł przed dom wysoki mężczyzna. Moja matka podleciała do niego i przywitali się buziakiem w usta. Co było trochę dziwne widzieć ją po latach z innym facetem.
-To jest Will- z szerokim uśmiechem przedstawiła mi go mama.
-Dzień dobry panu jestem Zoey moja mama pewnie już wspominała- wymusiłam uśmiech i podałam mu rękę w geście przywitania.
-Wystarczy Will- uśmiechnął się- Zapraszam wejdźcie do środka poznasz resztę- powiedział i poszedł po bagaże
-Resztę- krzyknęłam zaskoczona i zlustrowałam krwiożerczo moją rodzicielkę. 
-Chodź do środka kochanie- złapała mnie za łokieć
-Nie nigdzie nie pójdę -wyrwałam się jej
-Coś się stało- zapytał zdezorientowany Will kiedy przechodził obok nas z bagażami
-Nie nie kochanie zaraz przyjdziemy- powiedziała i zaczekała aż zniknie w drzwiach
- O co tu chodzi- oburzyłam się i zaczęłam krzyczeć
-Proszę nie krzycz bo pomyśli że jesteś problematycznym dzieckiem- powiedziała na co mnie zatkało- Po prostu wejdź poznasz jego dzieci- na te słowa wytrzeszczyłam oczy
-Fajnie- ruszyłam pierwsza i otworzyłam drzwi jak do siebie do domu. Przedpokój był wielkości mojego starego pokoju. Po lewej stronie znajdowało się wejście do kuchni i łazienki. Na wprost były schody do góry, a pod nimi jakieś drzwi. Po prawej stronie był salon do którego weszłam i wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. 
-Wejdź nie stój tak- zaproponował Will. Usiadłam na najbliższym siedzeniu z dala od nich.
-A więc tak- zaczął- Amber to jest Zoey. Zoey to jest Amber- wymieniłam się spojrzeniami z rudowłosą dziewczyną, która żuła gumę i ubrana była bardzo odważnie, Że jej na coś takiego pozwala. Nie zamierzałam być pierwsza a więc nie wymieniałyśmy się nawet zwykłym Cześć wróciła do przeglądania katalogu.
-No tak więc- Will był trochę zdenerwowany tą sytuacją- Zoey to Zayn. Zayn to Zoey- wskazał na młodego i nawet przystojnego mulata. Popatrzył się na mnie po czym lekko się uśmiechnął i wrócił do swojej komórki. Po tym nastała cisza i niezręczny moment, który postanowiłam przerwać
-Mogłabym zobaczyć swój pokój
-Tak jasne bym zapomniał- uśmiechnął się i wstał. Szłam za nim a on opisywał mi cały dom- Jak wchodziłaś chyba zauważyłaś, że tam jest kuchnia- wskazał a ja przytaknęłam głową- To tak pod schodami jest sypialnia moja i twojej mamy,a cała góra należy do was- weszliśmy na górę po schodach gdzie znajdowały się cztery pary drzwi.-Tutaj jest wasza łazienka- wskazał na osobne drzwi- Pierwszy pokój jest Amber, a ostatni Zayna. Tobie przypadł środowy- mówił dalej szeroko się uśmiechając i wszedł do pokoju, w który był urządzony tak samo jak mój stary pokój (pomijając te rozwalające się łużko) z czego byłam ogromnie zadowolona- Walizki leżą tam- wskazał na koniec pokoju- A książki leżą na stoliku i myślę, żż te łóżko nie będzie dla ciebie problem przez najbliższe 2 dni. Twoja matka zamówiła ci nowe,
-Nie nie ma problemu- wymusiłam uśmiech
-Jutro rozpoczęcie roku więc pójdziesz do szkoły z Zayn'em lub pójdziesz z Amber żebyś się nie zgubiła. To ja ci już nie przeszkadzam.Rozgość się- uśmiechnął się i wyszedł zamykając drzwi i zostawiając mnie samą.
No to piękni. Powiedziałam sama do siebie i rzuciłam się na łóżko czego pożałowałam bo odpadła jedna z desek z pod łóżka. Przecież nie jestem taka ciężka starannie odliczam kalorie z każdego posiłki. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni mój telefon i wybrałam numer Thomasa i po trzech sygnałach w końcu odebrał:
Rozmowa Telefoniczna
        Thomas: O Zoey jak się ciesze, że o mnie jeszcze nie zapomniałaś- zaczął się śmiać w słuchawkę
        Zoey: Bardzo śmieszne- próbowałam udać oburzoną
        Thomas: Jak tam nowy dom i Irlandia
        Zoey: W Irlandii słonecznie,dostałam przytulny pokój z łóżkiem do wymiany, a Will wydaje się                       być miłym  facetem. 
        Thomas: Wejź większe łóżko bo postaram się wbić do ciebie na święta więc muszę gdzieś spać.                           A poza tym chce być pierwszym facetem u którego zaśniesz w ramionach w tym łużku
        Zoey: Hahaha. Już się nie mogę doczekać.- uśmiechnęłam się sama do siebie- A po za tym                             matka zrobiła mi niespodziankę- powiedziałam już poważniej
        Thomas: Jaką?- w jego głosie było słychać zainteresowanie tak jak zawsze kiedy zamierzałam                         mu coś powiedzieć
         Zoey: Mam w gratisie przyrodnią siostrę i brata
         Thomas: Haha. To ci niespodzianka pewnie jakieś przydupaski Tatusia
         Zoey: Właśnie, że nie. Musze kończyć jutro zadzwonię bo ktoś dobija się do drzwi
         Thomas: To Dobranoc Zoik
         Zoey: Dobranoc Thomi 
Rozłączyłam się i podeszłam do drzwi otwierając je. Przed nimi stał Zayn co mnie ździwiło
-Mogę wejść- zapytał łagodnie, 
-Ta..Tak jasne- za jąkałam- I tak nie mam co do ukrycia
-Dobra nie mam zamiaru cię niańczyć ani za tobą ganiać- zaczął a ja stałam zdezorientowana jego nagłym wybuchem na mnie- To tak jutro rozpoczęcie jest na 8:45 więc bądź gotowa na 8:30. Bo podwiozę cię do szkoły a nie wydaje mi się żebyś chciała iść z koleżankami Amber- jego ton głosu zmienił się na oschły
-Okey. I chyba dzięki- powiedziałam

Była już 20:00. Złapałam za moją walizkę z kosmetykami i poszłam do łazienki. Była ona bardzo duża z wanną i prysznicem. Były tam też trzy duże szafki. Jedna z nich podpisana mim imieniem. Założyłam, że jest moja a więc wpakowałam do niej swoje kosmetyki. Później się odświeżyłam i przebrałam w piżamę: składała się z krótkich szortów i z koszulki do kompletu. Usłyszałam z dołu wołanie na kolacje, a gdy zeszłam przy stole siedziała tylko mama i Will
-Usiądź z nami kochanie- zaproponowała moja rodzicielka
-Nie dzięki wpadłam tylko po jakiś serek- podeszłam do lodówki i wzięłam z niej ostatni truskawkowy
-Jak chcesz możesz iść do Amber koleżanki dziś u niej nocują- podszedł do mnie Will kładąc rękę na moim ramieniu
-Nie wydaje mi się abym się z nimi zaprzyjaźniła- wyminęłam go i poszłam do siebie do pokoju. Nie zamierzałam się tu z nikim zpouchwalać. Nastawiłam budzik na 8:00. I zasnęłam


Następnego dnia!

''Przechodziłam szkolnym korytarzem w poszukiwaniu klasy. Czułam się tu obca i niechciana jakby każdy mnie nienawidził. Widziałam, że każdy na mnie patrzy i się zemnie naśmiewa. Przyśpieszyłam kroku do tego stopnia, że zaczęłam biec jak opętana. W końcu znalazłam toaletę. Weszłam do niej cała roztrzęsiona i rozpłakana usłyszałam czyjś głos


-I teraz cię mam SUKO!,,

Natychmiast obudziłam się i podniosłam jak opętana z łóżka do pozycji siedzące. Powtarzając sobie w głowie ,,to tylko zły sen"
-O widzę, że już wstałaś- do pokoju weszła moja rodzicielka
-Ta.. Tak jak widać- zająkałam 
-Zejdź na śniadanie potem i wyłącz ten budzik- z wielkim uśmiechem wyszła z pokoju. Chyba miała udaną noc. Budzik dalej dzwonił więc go wyłączyłam a następnie leniwie się wywlekłam z łóżka ścieląc je. Mój poranny humor polepszył SMS od Thomasa ,,Dzień Dobry słoneczko :*''  Podeszłam z bananem na twarzy do szafy i wybrałam ubrania. Później wykonałam swoją codzienną toaletę.Mama tyle mi naopowiadała jakie to jest przyzwoite miejsce więc próbowałam wyglądać jak jakaś kujonka.  Byłam już gotowa więc zbiegłam za dół gdzie Zayn na mnie czekał
-No nareszcie- oburzył się. Zdziwiłam się gdy go zobaczyłam bo był ubrany w jeansy i zwykłą koszulkę
-Przecież jestem na czas
-Dobra chodź nie gadaj tyle
Wsiedliśmy do jego czarnego mercedesa. Jechaliśmy przez jakieś 5 minut w zupełnej ciszy i podjechaliśmy pod bramę szkolną
-Wysiadaj- usłyszałam i wykonałam polecenie. Zapewne nie chciał żeby ktoś go zemną widział i wysadził mnie parę metrów przed bramą. Szłam w stronę szkoły gdzie było pełno osób siedzących w grupkach. Wiele osób patrzył się na mnie szepcząc coś i głupawo się uśmiechając, Chciałam się wpasować tym ubraniem a zrobiłam z siebie kujona.  No niezły początek dnia.- powiedziałam sobie w myślach. Zadzwonił dzwonek. Ciężko westchnęłam i ruszyłam w stronę szkoły. 
Pierwszy dzień szkoły zawsze zaczyna się od przedstawiania uczniom regulaminów, wymagań itp. na sali gimnastycznej. Po dwóch godzinach udręki. Poszłam na parking szkolny gdzie miał czekać na mnie Zayn.

Mijało 5 minut, 10 minut, 15 minut, 20 minut, a Zayn jeszcze nie było. Jak zwykle każdy o mnie zapomina. Ruszyłam zupełnie w obcym mi kierunku z nadzieją, że jakoś sobie poradzę w dotarciu do nowego domu.
-A ty gdzie się wybierasz- słysząc krzyk odwróciłam się na pięcie, a parę metrów odemnie stał Zayn śmiejąc się z czegoś ze swoimi kolegami
-Do domu- powiedziałam. 
-To w drugą stronę- pokierował mnie a ja natychmiast ruszyłam w drugą stronę
Kiedy dotarłam do domu po jakichś 2 godzinach błądzenia z padniętym telefonem sama byłam padnięta. Z salonu dobiegały śmiechy pewnie zaprosili swoich znajomych korzystając z tego że matka i William pojechali pozałatwiać jakieś papiery. Przeszłam po cichu do kuchni i zjadłam na szybko kromkę, wzięłam prysznic i przygotowałam się na jutrzejszy dzień - Jak ten czas leci- pomyślałam dostając SMS od Thoma ,, Dobranoc księżniczko". Po przeczytaniu go wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Niby dwa słowa, a miałam ochotę pobiec do łazienki, zamknąć się w niej i ryczeć całą noc.

niedziela, 3 stycznia 2016

Zwiastun

Mam dla was niespodziankę!

Na początku chciałam wam życzyć wszystkiego dobrego i 
samych sukcesów w nowym roku 2016
Na zachętę do czytania i ściągnięcia czytelników stworzyłam
dla was ZWIASTUN (który znajduje się poniżej)
Mam nadzieję, że wam się spodoba i docenicie 
to jaką ciężką pracę w niego włożyłam.