sobota, 30 stycznia 2016

03. ,,Wystarczy Zoey"

Pov Niall


Kiedy podjeżdżałem każdego ranka pod szkołę moim sportowym Ford Mustangiem każda laska była moja i każda miała tam mokro. Wyszedłem z auta lekko się uśmiechając i przeczesując dłonią włosy kierując się w stronę swoje paczki.
-O widzę kolejne wejście smoka- rzucił w moją stronę Luk. Teraz kiedy jego końcówki włosów są niebieskie łatwiej go odróżnić od Jai w szybki sposób bez poświęcania im szczególnej uwagi
-Utrzymuje wizerunek nie moja wina, że niektórym go brakuje- rzuciłem w jego stronę
-Patrz. Patrz- Harry szturchnął mnie łokcie. Kilka metrów od nas stały dwie brunetki i jedna blondynka. Od razu wiedziałem o co mu chodzi
-Biorę blondynę- powiedziałem oblizując wargi
-Brunetkę przy płocie- rzucił krótko i zakaszlał. W tej chwili czyjeś ręce lekko przysłoniły mi oczy. Zorientowałem się, że to Libby. Odwróciłem się i przywitałem ją ostrym pocałunkiem,a reszta zaczęła gwizdać.
-Ależ oczywiście, że możesz z tą sexy blondynką- przerwała nasz pocałunek. Serioo???- A Hary może iść z Amber- Myślała, że rozmawiamy o nich. Przewróciłem tylko oczami a ona jeszcze raz mnie pocałowała i odeszła
-Amber też nie będzie zła- przerwał ciszę Harry- ostanie słowa krzyknął i pobiegł w kierunku w którym odeszły.
- Ooo witaj dzieciaku z drugiej klasy-złapał mnie za ramię Luke kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Posłałem mu groźne spojrzenie. Wiadomo kolegujemy się ale każdy wie, że Luke mi zazdrości. 
-Witaj ponownie kolego z trzeciej klasy- teraz to ja złapałem go za ramię cwaniacko się uśmiechając, a on z szoku tylko otworzył szerzej oczy. Takiej reakcji się spodziewałem.  Było już dawno po dzwonku więc wszyscy zaczęli iść w kierunku szkoły, a ja nie miałem ochoty być pilnym uczniem, który zjawia się w klasie równo z dzwonkiem. Wystarczyło, że połowę lata zmarnowałem na poprawki. Oznajmiłem reszcie, że potem przyjdę i ruszyłem na tył szkoły, gdzie mieliśmy tzw. palarnie aby zapalić jeszcze fajkę.

Pov Zoe

-O Nie! Nie!- zaczęłam się drzeć zbierając podręczniki do plecaka. Ubrana w pierwsze lepsze rzeczy i bez śniadania wybiegłam z domu. Biegłam w stronę przystanku wyglądając jak kaleka i  modląc się aby zdążyć. Moje cholerne szczęście chociaż raz w życiu mnie nie opuściło kiedy go potrzebowałam bo zdążyłam na autobus. No pięknie pierwszy dzień szkoły a ja już jestem spóźniona. Drzwi autobusu ledwo się otwarły, a ja już biegłam do głównych drzwi szkoły. Pchnęłam ciężkie drzwi wzdychając, na myśl o nauce tutaj.
Krążyłam po pustych korytarzach w poszukiwaniu sali 316 gdzie według planu od 10 minut powinna odbywać się już lekcja matematyki. Szłam przed siebie i w jednej chwili upadłam na ziemie. Dostałam drzwiami z męskiej toalety. Nawet nie zdążyłam zobaczyć od kogo tylko usłyszałam
-Uważaj jak chodzisz pierwszaku- wysyczał. Wyminął mnie jakby nigdy nic i poszedł sobie
-Dupek- krzyknęłam widząc tylko jego plecy. Pozbierałam się z ziemi i kontynuowałam swoje poszukiwania.

10 minut później

Niepewnie zapukałam do klasy i otworzyłam drzwi. Wszystkie pary oczu spojrzały na mnie. O nie jak ja nienawidzę tego uczucia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Amber i jej koleżanka.
- A ty czego chcesz?- zwróciła się do mnie matematyczka. Nie ukrywam, że przestraszyłam się trochę. Po jej tonie głosy można było stwierdzić, że jest jedną z tych oschłych nauczycieli.
-Ja..Ja nazywam się Zoey....- nie dokończyłam
-A tak tak. Ta nowa na tym roku. Dobrze zajmij sobie gdzieś miejsce- powiedziała i wróciła do lekcji. Zaczęłam rozglądać się po niewielkiej klasie w poszukiwaniu miejsca.. Na środku stało potężne biurko zza, którego ledwo było widać nauczyciela. Na około w czterech rzędach rozstawione były podwójne ławki. Połowa była zajętych,a niektóre w połowie. Moją uwagę przykuła przedostatnia ławka w rzędzie pod oknem. Była pusta z czego w głębi duszy ucieszyłam się. Wypakowałam tylko zeszyt i wlepiłam wzrok w okno

-Siadaj i nie dyskutuj ze mną- z moich rozmyśleń wyrwał mnie krzyk matematyczki. Kiedy odwróciłam głowę ujrzałam blond włosa, uśmiechniętą dziewczynę, która kierowała się w stronę mnie i mojej nowej ławki. A miałam nadzieję, że będę siedzieć sama.
-Zajęłaś moją ławkę nie mówiąc już o miejscu- warknęła zajmując miejsce obok mnie.
-Sorry- powiedziałam i zamierzałam już wstawać kiedy jej ręka złapała za moją i z powrotem posadziła mnie na krześle. Byłam zdezorientowana jej zachowaniem.
-Hej spokojnie tylko żartowałam- uśmiechnęła się szeroko jak by ją to bawiło- To ty jesteś ta nowa- dodała po chwili zastanowienia szukając czegoś w zeszycie
-Wystarczy Zoey- odpowiedziałam jej nie chętnie i odwróciłam wzrok w stronę tablicy. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać ani z nikim kolwiek.
-Groźnie - skomentowała moją wypowiedź chichocząc- Susan- wyciągnęła rękę w moją stronę przy czym lekko mnie szturchnęła dając mi znać, że dalej tu jest. Odwzajemniłam gest.
-To co poznałaś już tu kogoś- próbowała jakoś podtrzymać rozmowę
-Ta..Nieee oprócz ciebie- uśmiechnęłam się. Chciałam wspomnieć o Zayn'ie i Amber ale oni chyba by tego nie chcieli.
-Panno Clark nie dość, że się spóźniłaś to jeszcze mi przeszkadzasz- krzyknęła matematyczka podchodząc do ławki, w której siedziałyśmy. Z przerażenia aż podskoczyłam ale mam nadzieję, że nikt tego nie widział
-Wie Pa...
-Bez dyskusji  do dyrektora- wskazała palcem na drzwi na dając jej dokończyć. Blondynka najwidoczniej nie miała ochoty przegadywać się z nauczycielką wiec posłusznie zebrała swoje rzeczy i wyszła z klasy.
Skupiłam się na końcówce lekcji z której kompletnie nic nie rozumiałam. Pod koniec nauczycielka rozdała z dzisiejszej lekcji karty pracy jako zadanie domowe. Kolejne przerwy spędzałam sama snując się w cieniu.
Wybiła 11:30 co oznacza, że właśnie zakończyła się moje ulubiona lekcja (angielski), a rozpoczęła długa przerwa. Poszłam w kierunku szafki aby wymienić podręcznik niestety nie uniknęłam Amber i jej koleżanek.
-Przepraszam mogłybyście się odsunąć- zwróciłam się grzecznie
-Nie- zbyła mnie blondynka i wróciła do rozmowy z resztą. Wepchnęłam się miedzy nimi rozbijając je otworzyłam swoją szafkę, Chowałam już podręczniki kiedy ktoś zatrzasnął mi szafkę. Była to ta sama dziewczyna,która mnie zbyła.
-Jesteś tu nowa widzę, że nie znasz zasad jakie tu panują- oparła się o moją szafkę
-Myślę, że.... nie interesuje mnie to- odepchnęłam ją i otworzyłam szafkę ponownie
-Oo wiedzę, że nowa szuka rozrywki i zadziera z królową szkoły
-Ale teraz pojechałaś. ,,Królową'' serio ?? Prędzej bym powiedziała dziwką tej szkoły?- wyminęłam ją i skierowałam się w stronę stołówki czując na sobie wzrok paru innych osób. Pierwszy dzień w szkole a ja już sobie grabie. No pięknie
Wzięłam tacę z jedzeniem,  która wyglądało nawet apetycznie i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu miejsca dla siebie.
-Hey Zoey chodź tu- ktoś głośno krzyknął kiedy przemierzałam stołówkę. Była to Susan, która machała do mnie zawzięcie jak bym była niedowidząca. Ruszyłam szybkim krokiem w jej kierunku gdzie siedziała z mega gorącym chłopakiem.
-Poznajcie się. Jai to jest Zoey. Zoey to jest Jai- przedstawiła nas sobie. Wymieniliśmy się zwykłym ,,cześć". Siedziałam jedząc powoli swój lunch i przysłuchując się ich rozmowie. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Odblokowałam swój telefon i odczytałam SMS:


Z powodu jednego głupiego SMS składającego się z dwóch słów i jednej emoitki miałam ochotę płakać ze szczęścia. Odpisałam mu od razu szczerząc się w telefon jak głupia.
-Co cię tak bawi- spytał Jai prawdopodobnie śmiejąc się ze mnie
-Z chłopakiem pisze- Sus odpowiedziała na jego pytanie zaglądając w mój telefon. Tylko głupio się uśmiechnęłam i przekręciłam oczami
-Zoey jest z nami w klasie-Sus poinformowała Jai'a
-Z wami?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widziałam go dzisiaj na ani jednej lekcji
-Tak. Nie było mnie na wcześniejszych lekcjach z powodu rekrutacji do drużyny- posłał mi uśmiech- ale nie martwcie się drogie panie od tych lekcji dotrzymam wam towarzystwa- objął nas ramieniem i zaczął zabawnie poruszać brwiami

Kierowałam się w stronę wyjścia szkolnego gdzie czekała na mnie Sus. Przywitałam mnie po raz kolejny tym swoim ciepłym uśmiechem. Całą drogę przegadałyśmy, nawet wymieniłyśmy się numerami. Niestety pod sklepem musiałyśmy się pożegnać bo tam nasze drogi się rozchodzą.
Po kolejnych 10 minutach nareszcie trafiłam do domu. Na wstępie moją uwagę przykuły 2 walizki i aromaty oraz śmiech z kuchni. .Zdjęłam kurtkę i nie hlujenie rzuciłam ją razem z butami w kąt. Weszłam do kuchni i doznałam szoku. Siedzieli w piątkę przy stole śmiejąc się z czegoś. Wyglądali jak rodzina, której od tak dawna mi brakowało. Zaraz zaraz coś mi tu nie pasowało. Siedział tam jeszcze chłopak o blond włosach, przepraszam farbowanych blond włosach co było cholernie widać ale pasowały mu- Co może kolejne dziecko w rodzinie o którym nie wiem- prowadziłam rozmowę w myśli. 
-O witaj kochanie- chciała brzmieć jak kochająca matka- Siadaj. Zrobiłam obiad i przed chwilą zaczęliśmy jeść. Dołączył się do nas tak że kolega Zayn'a- dodała nakładając nakrycie dla mnie. 
-Wow zrobiłaś obiad to jakaś nowość bo ostatnie co pamiętam na obiad do śmieci z puszek- e ednej chwili oczy Willa i matki wylądowały na mnie. Amber posłała mi groźne spojrzenie a ja tylko usiadłam bezszelestnie nie chcąc robić więcej zamieszania na przeciwko kolegi Zayn'a i jedynym wolnym miejscu.
-Wasze walizki są spakowane. Jest coś o czym powinnam wiedzieć- zapytałam po chwili nabijając kawałek schabowego na widelec
-Will zrobił mi niespodziankę i zabiera mnie na romantyczny weekend. Wyjeżdżamy jutro rano, a wrócimy w poniedziałek- powiedziała na jednym wydechu
-Co?
-To co słyszałaś. Potrzebujemy trochę prywatności, a wy musicie się bliżej poznać- 
-Miłej podróży-odeszłam od stołu rzucając widelcem. Zamknęłam się w pokoju i rzuciłam na łóżko.Nowe łóżko musiało dzisiaj przyjść jak byłam w szkole Nie mogłam tego pojąć. Bolało mnie to bardzo. Tylko nie wiem czy to, że ona jedzie sobie na romantyczny weekend i zostawia mnie tu samom czy bardziej to, że wyglądali i zachowywali się jak rodzina, a kiedy się tylko pojawiłam to zniszczyłam tą atmosferę. Potem jeszcze przyszła do pokoju i zaczęła na mnie wrzeszczeć, że źle się zachowuje a po dzisiejszym zdarzeniu ją ośmieszyłam moim zachowaniem. Całe szczęście szybko wyszła z niego bo nie zwracałam na niej kompletnej uwagi.

Nim spostrzegłam się była już 20:00 a z dołu nie dobiegał nawet szmer. To znaczy, że jestem sama w tym przerażająco wielkim domu.  Wygrzebałam z torebki telefon i portfel po czym zbiegłam na dół. Ubrałam buty i wyszłam przekręcając za sobą drzwi. Kierowałam się w stronę pobliskiego sklepu. 

30 minut później  

Zadowolona z zakupów, z pełną siatką wracałam do domu. Zaczęło się ściemniać przez co przyśpieszyłam kroku. Jak się okazało Amber nocuje u którejś ze swoich koleżanek,  Zayn zapewne wróci na ranem, a moja rodzicielka poszła z Willem na kolację. Wzięłam wieczorny prysznic. Założyłam swoją piżamę, wzięłam mój ukochany koc, zrobiła popcorn i wygodnie rozsiadłam się na kanapie w salonie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Tak wiem może trochę nudny ten rozdział i do tego krótki.
Ale szykujcie się na rozdział 4 w, którym wydarzy się więcej.
Jeśli jesteś zadowolony z mojej pracy i bardzo ci się podoba blog
zaobserwuj i nie zapomnij skomentować.
                     xo. Horanowa :*

4 komentarze:

  1. Bardzo fajne. Przeczytałam poprzednie rozdziały, ale dopiero ten komentuj (leń).
    Masz bardzo płynny i lekki styl pisania, który osobiście bardzo mi się podoba. Dostrzegłam parę błędów ortograficznych, ale to drobiazgi, w których się wyrobisz :)
    Czekam na następny rozdział i życzę weny.
    Less Sill~~
    PS Zapraszam na mojego bloga, też piszę opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy będzie następny rozdział bo ciekawość mnie zjada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie. Dzisiaj albo jutro pojawi się kolejny :)

      Usuń
  3. Kiedy będzie następny rozdział bo ciekawość mnie zjada.

    OdpowiedzUsuń